Blog

recenzja-ksiazki-bilingual-families

„Bilingual families” — recenzja książki o dwujęzyczności

Dziś w ramach cyklu o książkach na temat dwujęzyczności chciałabym przybliżyć Wam pozycję pod tytułem Bilingual Families. Książka ta wyszła spod pióra Eowyn Cristfield — prowadzącej bloga On Raising Bilingual Children i założycielki Crisfield Educational Consulting.

Eowyn to także mama trójki dwujęzycznych dzieci, które wychowuje poniekąd w dwujęzyczności zamierzonej, bo język język francuski nie jest jej językiem ojczystym. Jest jednak językiem, z którym związana jest przez wiele lat, a jej poziom biegłości jest native-like, więc nie jest to „klasyczny przypadek” dwujęzyczności intencjonalnej. Cała książka dotyka tematu dwujęzyczności o różnych obliczach. Także takiej, w której dzieci zaczynają naukę języka drugiego dopiero w szkole.

Czym jest dwujęzyczność i ogólny zarys książki

Czym jest dwujęzyczność według autorki? Posługuje się ona definicją podaną przez badacza Maurice Cardera w swojej książce „Bilingualism in International Schools”. Muszę przyznać, że ta definicja bardzo mi odpowiada:

Bilingualism is the ability to understand and use two (or more) languages, in certain contexts, and for certain purposes.

Dwujęzyczność to umiejętność rozumienia i używania dwóch (lub więcej) języków w określonych kontekstach i do określonych celów. (tłumaczenie własne)

Definicja ta zdejmuje z dwujęzyczności nierealne oczekiwania „równowagi” między językami i podkreśla, że nasza biegłość językowa często zależy od tematyki i celu komunikacji. Książka, zgodnie ze swoim podtytułem „A Pratical Languge Planning Guide”, w dużej części mówi o tym, jak przygotować plan dopasowany do swojej rodziny. Naprawdę bardzo podoba mi się podejście autorki do kwestii języków w życiu rodzinnym i nie tylko. Bardzo podkreśla fakt, że całość planu musi być dopasowana w dużej części do konkretnego dziecka: jego osobowości, predyspozycji itd. To, że jedno dziecko bez problemu niemal od razu odnajdzie się w obcojęzycznym przedszkolu, nie znaczy, że każde dziecko tak samo się dopasuje. Inne dzieci mogą zamknąć się w sobie i mieć problemy z przystosowaniem, co będzie wpływać na ich ogólny rozwój. Autorka obala mit pt. „dzieci chłoną jak gąbki”. Samej niekiedy zdarza mi się użyć tego stwierdzenia, aby na szybko podkreślić łatwość z jaką dzieci przyswajają języki i to, że w przeciwieństwie do dorosłych, nie potrzebują formalnej nauki z lekcjami, podręcznikami i wkuwaniem zasad. Nie jest to jednak równoważne ze stwierdzeniem, że dziecko wystarczy wrzucić do jakiegoś środowiska i „sobie poradzi” zwłaszcza, jeśli mówimy o dzieciach, które nie są już niemowlakami.

Ile ekspozycji wystarczy?

Autorka przytacza tutaj znaną już w kręgach dwujęzyczności zamierzonej magiczną wartość 20%. Taki poziom użycia języka mniejszościowego przez wielu badaczy jest uważany za minimalny podczas poszukiwań dwujęzycznych dzieci do badań. Z doświadczenia autorki taka ilość czasu najczęściej jednak prowadzić może do dwujęzyczności biernej tj. gdy dziecko rozumie, ale samo czynnie nie używa języka. Autorka zwraca też uwagę na jakość „inputu” językowego. Według niej słownictwo używane w domu jest powtarzalne i w pewien sposób ograniczone. W niektórych naturalnie dwujęzycznie rodzinach prowadzi to do sytuacji, w której język kolejnego pokolenia jest bardzo ubogi. Wspomagać można z kolei poprzez czytanie, granie w gry, rozmowy na tematy szkolne itd. Dla mnie i dla wielu rodziców wychowujących dwujęzycznie jest to myślę oczywistością. Wiem z kolei z rozmów z kilkoma specjalistkami, że jest to dość powszechny problem na obczyźnie, gdy rodzicom wydaje się, że wystarczy, jak będą mówić w swoim języku w codziennej komunikacji z dziećmi, bez zwracania uwagi na wzbogacanie języka.

Jak zwiększyć szansę na utrzymanie języka mniejszościowego?

„Find your child’s currency” czyli czym interesuje się Twoje dziecko? To jest właśnie ta metoda, o której zawsze Wam piszę w newsletterach i nie tylko. Gdy dziecko jest małe może chodzić np. o czytanie i oglądanie przygód ulubionego czarnego króliczka (który no jakoś nie jest dostępny po polsku, dziwne?). Gdy dziecko rośnie chodzi o tworzenie potrzeby używania drugiego języka: playdates w tym języku z rówieśnikami w formie atrakcyjnym zajęć np. wspinaczkowych? Ulubiona seria komiksów? Gra komputerowa? Druga rada: otaczanie dziecka osobami mówiącymi w tym języku. Może chodzić nie tylko o kolegów, ale także nianię czy nauczyciela.

Czy dzieci uczą się języków lepiej od dorosłych czy może wcale nie?

Bardzo zdziwiło mnie stwierdzenie autorki, że nie jest wiadome, czy dzieci lepiej od dorosłych uczą się języków. Według niej badacze nie są w tym temacie zgodni i wciąż prowadzą badania na ten temat. Pytanie według niej brzmi, czy są one lepiej dostosowane do nauki, czy mają po prostu lepsze środowisko i możliwości? Bo wszak dzieci są zanurzone w języku, rodzice skupiają się na nich, mówią powoli i stosują łatwe struktury, a nasze oczekiwania wobec ich produkcji są bardzo niskie (i dajemy im na rozwój w tym zakresie mnóstwo czasu). Z kolei dorośli mają mało czasu na naukę, a oczekiwania są bardzo wysokie. Autorka podaje przykład dwóch grup uczniów, w których dzieci zaczynające immersję w przedszkolu i te zaczynające immersję w 5-6 klasie kończą szkołę z podobnymi wynikami (wyjątek stanowi akcent) – przy czym ta druga grupa robi o wiele szybsze postępy, bo jest w stanie uczyć się bardziej świadomie. Według mnie wystarczy jednak porównać naukę języka z dwulatkiem i pięciolatkiem by stwierdzić, że z tym drugim idzie najczęściej dużo ciężej (mimo braku presji, powolnego tempa i stosowania tych samych technik co z młodszymi dziećmi). Wszystko jest więc chyba kwestią kogo i z czym porównujemy i czy mowa o nauce języka dodatkowego, czy też wrzuceniu dzieci do nowego środowiska z nowym językiem. Po drugie jestem przekonana, że w wielu źródłach natknęłam się na informacje potwierdzające to, że dzieci są lepszymi uczniami, jeśli chodzi o języki i nie tylko. Niektórzy badacze mówią m.in o plastyczności synaptycznej oraz o fazie wrażliwej na naukę języków.

Dobra wiadomość

Książka ta nie jest stricte o dwujęzyczności zamierzonej, ale udało mi się wyłuskać informacje dla nas, rodziców wychowujących dzieci dwujęzycznie w Polsce, zwłaszcza tych którzy nie stosują metody OPOL, która przez niektórych jest uważana jest za jedyną słuszną. Powodem często jest błędne przeświadczenie, że słuchanie kilku języków z ust jednej osoby pomiesza dziecku w głowie. Autorka odpowiada:

The reason commonly given is that it is confusing to younger children to hear different languags from the same person. This is simply not the case.

Powszechnie podawanym powodem jest to, że dla młodszych dzieci słyszenie różnych języków od tej samej osoby jest mylące. Wcale tak nie jest. (tłumaczenie własne)

Jedynym problemem jaki autorka widzi jest sytuacja, gdy rodzic mówiący w języku mniejszościowym zaczyna rozmawiać z dzieckiem głównie w języku większościowym. Chodzi jedynie o fakt, że ekspozycja na ten pierwszy może ulec wtedy drastycznemu zmniejszeniu, co może skazać próby zakorzenienia drugiego języka na porażkę. Ja jestem właśnie w takiej sytuacji, gdzie jestem jedynym źródłem żywego języka mniejszościowego (angielski), ale posługuję się też polskim (większościowym). Robię to jednak w pełni świadoma „zagrożeń” i akceptuję ryzyko, jakie się z tym wiąże – logicznie rzecz biorąc nasze szanse na utrzymanie angielskiego byłyby większe, gdybym stosowała OPOL. Nie oznacza to jednak a) że bez OPOL się to nie uda b) z OPOL zawsze się udaje. Każdy zatem musi podjąć własną decyzję.

The advice to only speak your own language with your child can be more helpful for parents that for children, as it ensures that the parents are themseves consistent and don’t accidentally drift away from using their own language.

Porada, aby rozmawiać z dzieckiem tylko w swoim własnym języku, może być bardziej pomocna dla rodziców niż dla dzieci, ponieważ zapewnia, że rodzice są konsekwentni i nie odchodzą nieumyślnie od używania własnego języka. (tłumaczenie własne)

Elastyczność to klucz

Powtórzę, że bardzo podoba mi się podejście, zgodnie z którym nasz plan na rozwój językowy powinien zawsze być dostosowany do konkretnego dziecka. Powinno być w nim również miejsce na elastyczność i adaptację do nowych warunków. Przykładowo wybór szkoły według autorki rodzice mieszkający na obczyźnie powinny opierać na a) języku b) kulturze c) osobowości dziecka (i klimacie szkoły). Bardzo nie lubię sztywnych zaleceń w stylu „jeśli zależy Ci na języku, to trzeba posłać do szkoły takiej i takiej” bez zwracania uwagi na dobrobyt dziecka. Języki mogą być ważne, ale nigdy nie powinny być według mnie najważniejsze. Cieszę się, że ta książka przekazuje właśnie takie wartości.

Czy warto przeczytać tę pozycję? Tak. Nie jest to najprostsza lektura, ale zawiera wiele ciekawych obserwacji. Dostępna jest jedynie po angielsku np. tutaj.

English Speaking Mum
Wielbicielka i popularyzatorka idei dwujęzyczności zamierzonej w Polsce. Jeśli podobają Ci się tworzone przeze mnie treści, zapraszam Cię do obserwowania mojego konta na Facebooku oraz Instagramie oraz zapisu na newsletter poniżej. Udostępnianie przez Was moich wpisów umożliwi mi dotarcie do większego grona odbiorców i promowanie dwujęzyczności w naszym społeczeństwie.

Zostaw komentarz