Blog

Jak rozszerzam zasób słownictwa mojego dwujęzycznego dziecka? – 5 sposobów

Wpis ten kieruję przede wszystkim do osób, które działają językami obcymi na bazie metody mieszanej, ale nie tylko. Metoda OPOL ma tę przewagę, że nie musimy „pamiętać” o przełączaniu się na dany język, więc z założenia ekspozycji jest więcej. To jednak tylko teoria, bo wiem, że nawet w OPOLu łatwo wpaść w pułapkę mówienia wciąż tego samego, bez skupiania się na rozszerzania zasobu słownictwa.


Wracając do metody mieszanej. Ja nie mówię po angielsku non stop. Z różnych przyczyn: Nie lubię sztywnych zasad, nie chcę odbierać sobie sztywno przyjemności z mówienia po polsku do dziecka i musieć się pilnować. Jestem także migrenowcem i często boli mnie głowa, nie zmuszam się wtedy do żadnego wysiłku intelektualnego jakim niewątpliwie jest dla mnie mówienie nie w swoim języku rodzimym. Jak widać dopasowałam więc strategię do swoich możliwości (i to samo polecam Wam). Aby był progres, trzeba działać. Nie ma efektów bez działania. Jakie są moje sposoby na zapewnienie dawki języka każdego dnia? Nie są one odkrywcze, jednak czy też je stosujesz?


1. Nie pomijam żadnego dnia


Bardzo prosta, ale według mnie najważniejsza zasada. Wyobraź sobie, że chcesz dojść do mety. Codziennie pokonujesz jakiś odcinek drogi, raz większy raz mniejszy. Pewnego dnia stajesz na cały dzień, aby odpocząć. Twoja rutyna zostaje zachwiana, więc kolejnego dnia istnieje większe ryzyko, że przedłużysz „urlop”, pomyślisz że zaczniesz znów od jutra. Dzieje się życie, zaczynasz zapominać o kroczkach, trudno jest wrócić do czegoś, co się przerwało. Łatwiej jest działać codziennie, robiąc chociaż jeden krok. Oszukujesz w ten sposób też trochę swój mózg, pokazując mu „zobacz: jesteś osobą, która działa” co nakręca do dalszego działania (tak jak brak aktywności rozleniwia). Nawet w najgorsze dni robię chociaż kroczek. Nie przerywam marszu. Odpoczywam, ale nie porzucam celu. Oczywiście nie znaczy to, że dzień, tydzień czy miesiąc przerwy w językach oznacza koniec i brak możliwości powrotu. Ale zawsze niesie ze sobą ryzyko. Ja, o ile nie muszę, nie podejmuję tego ryzyka dzięki czemu codziennie jestem bliżej celu. 


2. Mam chwilę czasu? Mówię!


Jestem w biegu, zaraz kurier przyjdzie po zamówienia, a jeszcze nie wydrukowałam etykiet. Na kuchence przypalają się placuszki, muszę rozwiesić pranie, bo zależy mi aby szybko wyschło. Znacie to. Mówię wtedy po polsku. Mówię po polsku, bo mamy gości. Mówię po polsku, bo się gorzej czuję i mi się najzwyczajniej na świecie nie chce. Gdy jednak ogarnę życie, goście pójdą i Apap zaczyna działać, przełączam się na angielski. Świadomie. Chociaż za pół godziny wychodzimy na podwórko i tam będzie znów polski. Chociaż zaraz będę musiała skupić się na czymś innym. Nie czekam na idealną okazję i wolne 3 godziny. Korzystam z każdej okazji, gdy warunki są sprzyjające. I po prostu przełączam się na angielski lub sięgam po anglojęzyczna książkę, bo ekspozycji nigdy nie za wiele. Też tak robisz? 


3. Widzę coś fajnego? Mówię!


Działam tak regularnie w każdym z języków odkąd jestem mamą i uważam, że ta metoda bardzo dobrze wpływa na bogactwo językowe. Można ją nazwać „syndromem kujona”;) Jak coś wiem, to mówię! Widzę np. że ogrodnik wiezie coś na taczce. Jestem podjarana, bo wiem jak jest taczka po niemiecku. Nie szkodzi, że to nie jest nasz czas z niemieckim. Przechodzę na niemiecki i popisuje się swoją wiedzą, opisując dziecku po niemiecku to, na co patrzymy. Dalej już nie kozaczę, bo widzę pana z dmuchawą, której nie pamiętam po niemiecku, ale co powiedziałam o taczce to moje. A raczej nasze. Nikt tego mojemu dziecku nie odbierze. A potem… 


4. Ujednolicam słownictwo w różnych językach

…a potem często powtarzam opis pana z taczką po angielsku, przechodząc na tryb angielski. Co by pomóc dziecku utrwalić te dwa słowa w osobnych szufladkach, aby jak będzie chciał kolejnym razem powiedzieć o taczce po angielsku to żeby nie wyskakiwało mu jedynie niemieckie słowo Schubbkarre. Nieraz przy trudniejszym, specjalistycznym słownictwie, powtarzam również po polsku. Dla ujednolicenia. Czasem moje dziecko już samo mnie pyta o odpowiedniki, a ja widzę jak sobie fajnie w głowie układa. Ten punkt oczywiście nie jest konieczny. Uważam jednak, że jest warty rozważenia także przez osoby stosujące OPOL. Znam rodziców OPOLujących, którzy włączają polski właśnie jedynie w celach edukacyjnych, aby ujednolicić bazę słownictwa dziecka podczas omawiania trudniejszych tematów. Gdy poznajemy coś nowego staram się nazywać to w obu językach: „To jest X. Po polsku/angielsku powiemy na to…” itd. Podkreślam, że nie robię tak ciągle, skacząc po językach. Działam tak od czasu do czasu, gdy na naszej drodze pojawi się szansa poznania nowego, ciekawego słownictwa i wiem, że nie jest ono znane w każdym z naszych języków.

Źródło praktycznego słownictwa: ebooki English for Mummies and Daddies


5. Czytam przynajmniej jedną książkę w obcym języku dziennie


Nie znam lepszego źródła naturalnego języka niż książki. No może obok wartościowych bajek. Dla nas czytanie i oglądanie po angielsku to norma, więc w naszym przypadku zwracam uwagę, aby codziennie przeczytać przynajmniej jedną książkę po niemiecku (i obejrzeć jedną bajkę po niemiecku, jeśli mamy dzień z bajkami). Mam to szczęście, że mam dobrze zaopatrzona bibliotekę pod nosem, więc co chwila znoszę do domu nowe książki. Czytamy wszystko jak leci. Przynoszę też książki dużo poniżej naszego poziomu (tj. dzidziusiowe), bo czasem nawet z takich pozycji można się czegoś nauczyć. Czy wiecie, że możesz zgadać z Wasza bibliotekarką i spytać o możliwość zamówienia takich książek też do Waszej biblioteki? Istnieją specjalne dotacje, których biblioteki mogą skorzystać – zachęcam do zainteresowania się. Wiem, że książki obcojęzycznej są drogie. Ale kursy i korepetycje w przyszłości też będą drogie. Możecie kupować książki używane np. na Amazonie i nie tylko. Jak to zrobić opisałam w tym wpisie oraz tym o Amazonie. Naprawdę opłaca się zainwestować czas i pieniądze teraz. Gdy uda Wam się osiągnąć cel, czyli dziecko gadające po angielsku, jest już naprawdę łatwiej. Z wiekiem dochodzą też kolejne opcje jak filmy, gry i Internet. 

Jakie są Wasze sposoby na rozszerzanie zasobu słownictwa Waszych dzieci?

English Speaking Mum
Wielbicielka i popularyzatorka idei dwujęzyczności zamierzonej w Polsce. Jeśli podobają Ci się tworzone przeze mnie treści, zapraszam Cię do obserwowania mojego konta na Facebooku oraz Instagramie oraz zapisu na newsletter poniżej. Udostępnianie przez Was moich wpisów umożliwi mi dotarcie do większego grona odbiorców i promowanie dwujęzyczności w naszym społeczeństwie.

Zostaw komentarz