Blog

wielojęzyczność zamierzona jak działa

WIELOJĘZYCZNOŚĆ ZAMIERZONA W PRAKTYCE – WYWIAD Z JUSTYNĄ SZULC-WIĘCEK

Czy kiedykolwiek zastanawialiście się, jak wygląda życie wielojęzycznej rodziny „od środka”? Dziś rąbka tajemnicy uchyli nam mama, dla której wielojęzyczność zamierzona to codzienność już od ponad 4 lat.

O mojej imienniczce, Justynie Szulc-Więcek, usłyszałam po raz pierwszy w kontekście niezwykłych zabawek i mebli dla dzieci, które tworzy. Jako projektantka wzornictwa na co dzień prowadzi Jasne Studio, obok którego miłośnikom prostoty, piękna i pedagogiki Marii Montessori naprawdę trudno jest przejść obojętnie. Gdy dowiedziałam się, że w swoim domu wprowadza wraz z mężem ideę wielojęzycznego wychowania w dokładnie tej samej parze językowej co ja, z miejsca zapragnęłam wypytać ją o wszystko, co się z tym wiąże.  Na szczęście Justyna zgodziła się odpowiedzieć na moje pytania, a całość naszej rozmowy znajdziecie poniżej. Zapraszam do inspirującej lektury!

Czy pomysł na wielojęzyczność zamierzoną mieliście już przed narodzeniem Waszego dziecka? Czy pamiętasz, w jakich okolicznościach się ten pomysł narodził?

Pamiętam narodziny pomysłu doskonale, ponieważ towarzyszyło mu wiele emocji. Synek miał dwa miesiące, a we mnie dojrzała myśl, że chcę dać mu prezent w postaci języków. Zdążyłam o tym poczytać i przygotowana teoretycznie, z bijącym w przyspieszonym tempie sercem, usiadłam naprzeciw Męża.

– Wiesz… chciałabym mówić do Synka po niemiecku 24h na dobę.
– Dobrze – to ja będę mówił do niego po angielsku.

Długo zbierałam szczękę z kolan. Wiedziałam, że mam bezproblemowego męża, ale żeby aż tak? Bardzo się ucieszyłam z jego otwartości – w tajemnicy przed nim zrobiłam jednak rekonesans, czy 3 języki na raz to nie będzie za dużo. Informacje, do jakich dotarłam, a w późniejszym czasie konferencja na temat wielojęzyczności zamierzonej zorganizowana przez Languages&Emotions w Katowicach utwierdziły mnie w spokojnym przekonaniu, że to właściwa droga.

Czy znaliście przed podjęciem decyzji inne rodziny wychowujące swoje dzieci w dwu- lub wielojęzyczności zamierzonej?

Nikogo wychowującego w wielojęzyczności zamierzonej nie znaliśmy wcześniej. Za to w rodzinie mamy przykład trójjęzyczności Dziecka z mieszanego małżeństwa – Rodzice posługują się swoimi ojczystymi językami, a Dziecko, a w zasadzie już Nastolatek, wzrasta w otoczeniu wielojęzycznym.

Wiele odwagi zaczerpnęliśmy z treści, które pojawiły się na konferencji Languages&Emotions o wielojęzyczności zamierzonej zorganizowanej przez pierwszą w Polsce osobę, która badała rodziny mówiące do dzieci w języku innym niż ojczysty – dr Sonię Szramek-Karcz. Wtedy jako pionierka badań o tej tematyce w Polsce, w czasach, gdy mówiono o tym stylu wychowania sztuczna dwujęzyczność, dr Szramek-Karcz zaproponowała nazwę dwujęzyczność nienatywna. Na wspomnianej konferencji Languages&Emotions wraz z wystąpieniem Aleksandry Lazar w Polsce zagościła nazwa dwujęzyczności zamierzonej, która przyjęła się doskonale.

Czy oboje z mężem stosujecie ścisły OPOL tj. metodę One Parent One Language i w ogóle nie komunikujecie się z dzieckiem po polsku? Jak wygląda komunikacja między Wami?

Ścisły, ale nie ciasny OPOL, to nasza strategia. Dostosowaliśmy ją do swojego komfortu. Akurat dla nas, naszej spontaniczności w planowaniu dnia, najwygodniejsze okazało mówienie zawsze w „swoim” języku. To ułatwiło nam wejście w język, dało mu pewien piękny rodzaj oczywistości. Dało nam luz – nie zastanawiamy się gdzie i kiedy, tylko jesteśmy w nim zawsze. Zauważyłam, że mówię po niemiecku nawet w momentach silnych emocji, a nie spodziewałam się tego. Na początku zostawiłam sobie furtkę na emocje właśnie i o swojej miłości do Synka mówiłam przez pierwszych kilka miesięcy po polsku. Po tym czasie tak osadziłam się w komunikacji po niemiecku, że emocje nim zapośredniczone płynęły już z właściwego miejsca.

Są momenty, kiedy mówię po polsku do synka, to zdarza się, gdy jesteśmy w trójkącie rozmowy i nasz rozmówca nie mówi po niemiecku, a ja podchwytuję jego wypowiedź i kieruję do Synka – są to dosyć rzadkie sytuacje. W miejscach publicznych i towarzystwie innych osób mówimy do Synka w „swoich” językach. My rodzice mówimy między sobą po polsku. Czasem kiedy w rozmowę zaangażowany jest Synek zwracamy się również do siebie w „naszych” językach, ponieważ je rozumiemy.

wielojęzyczność zamierzona w praktyce

Czy Wasze podejście i metody zmieniały się w czasie wraz z dorastaniem Waszego dziecka i rozwojem jego mowy?

Do tej pory metoda się nie zmieniła. Całej naszej trójce jest z nią dobrze. Rozwój mowy przebiega modelowo. Dopuszczam myśl o zmianie strategii językowej, gdyby poczucie komfortu kogoś z naszej trójki tego wymagało.

Czy mieliście chwile spadku motywacji lub chęć rezygnacji? Czy dzień w dzień trzymacie się z góry ustalonych języków, czy też dajecie sobie swobodę przejścia na język polski w przypadku tak zwanych „gorszych dni”?

Do tej pory nie było takiej sytuacji. Języki na dobre zamieszkały w naszych głowach i sercach. Po prostu z nimi jesteśmy, zintegrowaliśmy się z nimi, więc do tej pory nie odczuwaliśmy zmęczenia nimi. To chyba kwestia odpuszczenia sobie perfekcjonizmu, który jest uwierającym gorsetem i zapewne sprzyjałby jakiejś formie buntu. Czasem mówienie po polsku do Synka wydaje mi się dziwne – wszystko zależy od tego, gdzie umościmy sobie naszą normę i przyzwyczajenie.

Czy widzisz jakieś wady wychowania wielojęzycznego lub naszły Was kiedyś jakieś obawy lub wątpliwości w związku z jakimiś sytuacjami? (np. problemami z komunikacją Waszego dziecka z otoczeniem)?

Synek dał nam ten komfort psychiczny, że nie miesza języków i wcześnie zaczął mówić. Przy innych scenariuszach zrozumiałe jest, że mogą powstać obawy. Szybko można je rozproszyć, wspierając się poradą fachowca, np. logopedy znającego zagadnienie wielojęzyczności zamierzonej. Rzadko, ale gdy nachodzą mnie niewspierające myśli związane z przyszłością, wówczas wracam do tu i teraz, do tego, jak pięknie mnie droga wielojęzyczności zaskakuje, wracam do myślenia, że rozwiązanie na pewno się znajdzie, bo tak było do te pory.

Zdecydowaną wadą tego wychowania są ceny książek w innych językach, ale i to da się obejść! Są uniwersyteckie biblioteki językowe pełne publikacji dla dzieci, a także zagraniczne antykwariaty on-line.

 W jaki sposób poradziliście sobie z początkowymi problemami związanymi np. z lukami w słownictwie w języku obcym?

Jeśli chodzi o luki u nas dorosłych to one są, będą i radzimy sobie z nimi na bieżąco. Kiedy brakuje mi jakiegoś słowa, mówię synkowi po niemiecku, że nie znam tej nazwy po niemiecku i zaraz sprawdzę w słowniku. Sięgam po wersję, którą mam w komórce i słowo wskakuje już na właściwe miejsce w konwersacji. Najczęściej w kolejnych zdaniach wraca kilka razy i pięknie się utrwala. Jeśli wartkość sytuacji nie pozwala na sprawdzenie, to opisowo nazywam rzecz/zjawisko słowami, które znam, ale zostaję w niemieckim, nie wstawiam polskich słów, żeby nie mieszać kodów językowych.

Jak reaguje na Was otoczenie i jak Wy reagujecie na mniej przychylne komentarze?

Do tej pory mniej przychylne komentarze pozostały niewypowiedziane na głos. Zdarzało mi mierzyć się z wymownymi spojrzeniami pełnymi dezaprobaty, ale tu wystarczyło udać, że nie odczytało się języka ciała nadawcy. Zdarzały się za to pozytywne reakcje osób, które usłyszały nas w poczekalni u lekarza czy parku i dopytywały o to, jaka to wielojęzyczność i jak się odbywa. Częste jest też piękne zdziwienie, skonkludowane tym, że rzeczywiście Dzieci tyle w tym wieku łapią – że ma to sens. Z serii serdecznych i komediowych sytuacji, to przypominam sobie te, kiedy w branży usługowo-handlowej ktoś z wypiekami na twarzy stara się obsłużyć mnie po niemiecku.

Jest też druga strona medalu. Komfort tych, którzy nie rozumieją, o czym ze sobą rozmawiamy. Wówczas pomaga mowa ciała, otwarte spoglądanie na osobę, która bierze udział w tej samej sytuacji co my. Wiele zdradza nasz ton głosu, a nawet jego głośność. Nie ukrywamy się z mówieniem prawie szepcząc, bo wzbudzilibyśmy wrażenie konspiratorów. Nie komunikujemy się ze sobą pokrzykując, bo z wielu, niezależnych od języka powodów, może być to dla otoczenia uciążliwe. Ciekawym wsparciem są niektóre słowa, dzięki ich obcojęzycznemu pochodzeniu wiem, że przysłuchująca się osoba zyska tropy do zrozumienia ogólnego sensu wypowiedzi bez znajomości „mojego” języka.

Czy według Ciebie każdy może uczyć swoje dziecko języków obcych? Jakie warunki trzeba spełniać, aby wielojęzyczność zamierzona w ogóle była możliwa?

Literatura przytacza przykład Ojca, który chciał się nauczyć hebrajskiego i zaczął mówić do swoich Dzieci w tym języku, opanowanym raptem na poziomie podstawowym.  Nie zaszkodził im tym, pomógł sobie, rozwijał się w tym języku dla siebie i dla lepszej komunikacji z Dziećmi. Stworzył sobie pozytywną motywację, a Dzieci zyskały dodatkowy język. Dr Sonia Szramek-Karcz w ramach pracy naukowej na Uniwersytecie Śląskim prowadziła długoterminowe badania na temat wielojęzyczności zamierzonej. Spotykała nastolatki i dorosłych wychowywanych w wielojęzyczności zamierzonej. Warto zapoznać się z uwalniającymi wnioskami, jakie z nich płyną, opublikowane zostały w tym artykule.

Każdy, kto poczuje, że chciałby dać dziecku prezent w postaci języka czy języków, może to zrobić. Dobrze jest rozeznać własne motywacje i emocje towarzyszące tej decyzji. Warto znaleźć na mówienie w innym języku satysfakcjonującą formułę czy strategię językową, w której jest nam dobrze. Warto słuchać swojej intuicji i uwalniać się od lęków i stereotypów związanych z własnym mówieniem w innym języku. Najważniejsze, by emocje osoby mówiącej w języku innym niż ojczysty oraz emocje najbliższego otoczenia były pozytywne, by mówienie, słuchanie, uczenie się wraz z dzieckiem, ponowne odkrywanie z nim świata w innym języku było źródłem dobrych emocji, bo to one budują i wzmacniają nas od środka.

Pamiętam, że „mój” język to prezent, że w związku z tym uszanuję, co Obdarowany z nim zrobi. Nawet jeśli nie zdecyduje się go używać, to jakieś korzyści zostaną – począwszy od poszerzenia słuchu fonemowego o brzmienia charakterystyczne dla danego języka, poprzez znajomość melodii języka, aż po pewien zasób słów i oczywistość w stosowaniu języka w praktyce. Te wartości nawet na jakiś czas zapomniane będą pomocne w powrocie do języka i wiele ułatwią, gdy taka będzie wola Nastolatka czy Dorosłego, który wyrośnie z Dziecka, które otworzyło dla mnie świat języków.

„Pamiętam, że mój język to prezent, że w związku z tym uszanuję, co Obdarowany z nim zrobi.”

Jakimi słowami zachęciłabyś innych rodziców do uczenia dzieci języków obcych w swoich domach?

Powiedziałabym, że Rodzice nawet nie spodziewają się, ile dzięki temu robią dla wzajemnej relacji i dla siebie. To są całe światy zalet. Jest to możliwość dbania o siebie i swoje szare komórki – przełączanie się pomiędzy różnymi kodami językowymi jest doskonałym treningiem dla mózgu, który oddala prawdopodobieństwo demencji w podeszłym wieku. Zyskuje się swobodę w używaniu „swojego” języka obcego, co może zaprocentować na wielu różnych płaszczyznach, również zawodowej. Przychodzi dodatkowy, piękny szacunek dla Dziecka i jego umiejętności przejawiających się w dekodowaniu języka, przyswajaniu i jego kreatywnym używaniu. Wiemy, że czas, który spędzamy z Dzieckiem jest cenny – wielojęzyczność pięknie to uwypukla, pozwala sobie to wyraźnie uświadomić. Przed Dzieckiem i Dorosłym otwiera się świat, ważne stają się treści, a nie to, w jakim języku są napisane czy podane. To jest po prostu piękna droga dla wszystkich, którzy na niej są.

Jak wyglądają efekty Waszego wielojęzycznego wychowania? Jak to wygląda w tej chwili u Twojego synka, jeśli chodzi o poziom znajomości języków?

Synek ma 4 lata i swobodnie posługuje się wszystkimi trzema językami na równym poziomie. Szybko i sprawnie zmienia języki, jeśli sytuacja tego wymaga. Jest elokwentny – chętnie mówi, ma ogromną fantazję, którą ujawnia w opowieściach snutych w języku rozmówcy. Ciekawym odkryciem dla mnie jest to, że jeżeli coś sobie tłumaczy, to nie zapośrednicza językiem polskim.

Niniejszym dziękuję Justynie za tak obszerną i jakże inspirującą rozmowę. Niezmiernie podoba mi się to, że coś, co w teorii wydaje się trudne i skomplikowane, okazuje się w praktyce czymś tak normalnym, zwyczajnym i po prostu możliwym do zrealizowania.  Czy też odnieśliście takie wrażenie? Może zachęci to niektórych z Was już praktykujących dwujęzyczność zamierzoną do wprowadzenia kolejnych języków w Waszych domach? (Jak wprowadzić drugi język obcy? Wielojęzyczność!). Justynę oprócz na jej oficjalnej stronie (www.jasnestudio.com), znajdziecie także na Facebooku i Instagramie. Ostatnio wystąpiła też na kanapie u Mam Lam na ich kanale w serwisie YouTube.

English Speaking Mum
Wielbicielka i popularyzatorka idei dwujęzyczności zamierzonej w Polsce. Jeśli podobają Ci się tworzone przeze mnie treści, zapraszam Cię do obserwowania mojego konta na Facebooku oraz Instagramie oraz zapisu na newsletter poniżej. Udostępnianie przez Was moich wpisów umożliwi mi dotarcie do większego grona odbiorców i promowanie dwujęzyczności w naszym społeczeństwie.

6 komentarze

Zostaw komentarz