Blog

dwujęzyczna książka Niko moje pierwsze opowiadania

Niko – dlaczego jest to idealna pierwsza książka po angielsku dla dzieci?

Dziś chcę Wam opowiedzieć, o co dokładnie chodzi w mojej pierwszej dwujęzycznej książce dla dzieci „Niko: My Very First Stories / Moje pierwsze opowiadania” i dlaczego doskonale sprawdzi się jako pierwsza książka po angielsku dla Waszych dzieci. Chcę zacząć od najważniejszego: ta niepozorna kartonówka jest przemyślana w każdym najdrobniejszym szczególe. Przeglądając czyjaś pracę, niekoniecznie analizujemy ją pod każdym kątem. Dlatego ja zrobię to za Was.

Książka do nauki angielskiego – dla jakiego wieku?

W przypadku książek do nauki nowego języka określenie przedziału wiekowego to dość trudne zadanie. Dochodzi bowiem kolejny aspekt, a mianowicie poziom znajomości tego drugiego języka. Trzylatek po polsku może już słuchać długich, dość skomplikowanych tekstów, natomiast zaczynając naukę angielskiego, trzeba z nim wrócić do podstaw, czyli książek z maks. 2 zdaniami na obrazek. Właśnie takiej ilości tekstu należy spodziewać się w mojej pierwszej książce, którą oznaczyłam symbolem „Level 1 / Poziom 1”, co sprawia, że będzie to idealna pierwsza książka po angielsku dla każdego dziecka. Orientacyjnie przedział wiekowy to 1-6 lat, ale tak naprawdę wszystko zależy od potrzeb czytelnika i należy samemu zdecydować na bazie znajomości własnego dziecka oraz udostępnionych zdjęć środka. W teorii bowiem nawet dorośli mogą z powodzeniem uczyć się języka z książek dla dzieci. Słownictwo wykracza także poza typowe podstawy, bo zależy mi na łataniu luk w wiedzy rodziców i dzieci (nie każdy chyba wie na wyrywki jak powiedzieć po angielsku „drzewo iglaste”). Dodatkowo książka nadaje się do samodzielnego czytania, o czym piszę więcej poniżej.

Pierwsza książka po angielsku dla dziecka NIKO MY VERY FIRST STORIES
Książka jest bardzo poręczna: nie za duża i nie za mała. Wymiary: 20 x 22cm

Wszystko na temat dwujęzycznego tekstu

Zacznijmy od pytania, dlaczego zdecydowałam się dodać tekst również po polsku? Bo to, że fabuła w całości musi być po angielsku, dla mnie jest koniecznością. Mówimy „nie” angielskim wtrąceniom w postaci odosobnionych zdań czy słówek wstawionych do tekstu w rodzimym języku w stylu Dory czy Kici Koci (o której pisałam w tym artykule). Dlaczego tak musi być? Piszę o tym w moim gościnnym artykule pt. Jak czytać książki dwujęzyczne. A teraz odpowiedź na pytanie, po co dodałam do Niko równoległy tekst po polsku:

1. Tekst polski jest skierowany przede wszystkim do rodziców. Ma za zadanie dać im poczucie pewności, że rozumieją fabułę, wyeliminować potrzebę wertowania słownika i ułatwić pracę z książką. Dzięki tłumaczeniu na polski, mogą podczas czytania wskazywać na odpowiednie aspekty obrazka, umożliwiając dziecku naukę z kontekstu. Rodzice mogą zatem czytać tylko wersję podstawową czyli angielską, a polską traktować jak ściągawkę.

2. Obecność tekstu w języku rodzimym ułatwia rozpoczęcie przygody z obcym językiem polskojęzycznym rodzicom i nieco starszym dzieciom (młodsze dzieci bez problemu można „rzucać na głęboką wodę”, o czym pisałam m.in. we wpisie pt. Pierwszy kontakt dziecka z nowym językiem). Jest to pomocne zwłaszcza dla tych, dla których będzie to jedna z pierwszych książek po angielsku w domu. Mogą wtedy zacząć lekturę od wersji polskiej, a gdy poczują się już pewnie – przejść na wersję angielską. Wiedzą już o co chodzi, rozumieją fabułę, nie zostaje nic innego jak czytać i chłonąć język angielski.

3. Dwujęzyczna fabuła umożliwia czytanie książki także przez osoby nieznające angielskiego. Z mamą po angielsku, z dziadkiem po polsku. Dziecko systematyzuje sobie słownictwo w obu językach. Każdy wygrywa.

Nauka czytania po angielsku

Wart wzmianki jest też fakt, że czcionka użyta w Niko jest bezszeryfowa oraz umieszczona w jednej linii pod ilustracją na białym tle. Wszystkie te aspekty mają ułatwić zadanie dzieciom uczącym się czytać oraz tym już czytającym. Za to tym młodszym umożliwia opatrzenie się ze słowem pisanym, co często w innych książkach jest utrudnione poprzez zastosowanie udziwnionych fontów na nakrapianym tle, z rozczytaniem których mają problemy również dorośli.

Angielski dla dzieci – czyli co?

Znowu „Hello, what’s your name?”. A może podstawowe kolory, części ciała i zwierzątka? Bardzo mnie dołuje fakt, że na naszym rynku wydawniczym trudno o coś więcej. Oczywiście można czytać oryginalne anglojęzyczne książki od zagranicznych wydawnictw pisane dla dzieci z UK, USA czy Australii. I tak oczywiście robimy. Niko ma jednak jedną podstawową zaletę, która uzupełnia pewną lukę. Oferuje mianowicie słownictwo z naszego kręgu kulturowego, którego nie znajdziecie w żadnej innej książce. Jako mama wychowująca dziecko dwujęzycznie już trzeci rok, wiem z doświadczenia, jakich słów i wyrażeń mi brakowało. Lata nauki z zagranicznych podręczników oraz studia językowe sprawiły, że wyrwana w nocy o północy powiedziałabym, jak po angielsku jest „ostrokrzew” (bo to symbol Świąt  Bożego Narodzenia związany obecnie głównie z tradycją krajów anglosaskich), ale nie wiedziałam, jak mam powiedzieć na „dmuchawiec”, który rośnie u nas pod blokiem. „Korale z jarzębiny” też stanowiły wyzwanie. Oraz „babki z piasku”. No i jeszcze cała masa słownictwa ze świata dziecięcego, którego nie uczymy się wcześniej, bo po co. Kursy przygotowują nas do używania angielskiego głównie w pracy, w formalnym kontekście. Sami „dokształcamy się” dzięki filmom i serialom, nabywając głównie slang i wyrażenia potoczne używane przez dorosłych w stosunku do innych dorosłych. Jak będzie „śliniak”, „bączek” czy „pchacz” dalej nie wiemy (chociaż w tym zakresie z pomocą przychodzą również moje ebooki z gotowymi wyrażeniami English for Mummies and Daddies). A to przecież te rzeczy znajdują się w pokoju naszego osobistego dziecka. Nauka o innych kulturach jest świetna i potrzebna, dlatego oczywiście czytajmy dzieciom zagraniczne książki takie jak te od Julii Donaldson czy wydawnictwa Usborne. Jednak słownictwo potrzebne do rozmów i zabaw po angielsku dostosowane do polskich realiów znajdziecie właśnie w książce o Niko. Dodatkowo na końcu każdej historii mamy wyszukiwanki z przedmiotami do znalezienia w książce, które aktywizują małego czytelnika oraz stwarzają okazję do dalszego poszerzenia bazy słownictwa.

Książka do nauki angielskiego dla dzieci Niko: My Very First Stores
Tylna okładka dwujęzycznej książki o Niko autorstwa Justyny Winiarczyk

Książka z realistycznymi ilustracjami Montessori-friendly

Miały być realistyczne, ale wciąż trafiające w gust małych czytelników. Sympatyczne, ale nie przesłodzone. Z efektu jestem bardzo zadowolona. Obrazki nie są przeładowane, nie będą rozpraszać nawet najmłodszych czytelników. Białe tło sprawia, że są po prostu czytelne i przejrzyste. I to, o czym pisałam już wcześniej: każdy obrazek prezentuje dokładnie to, o czym mowa w konkretnym zdaniu. Wszystko do siebie pasuje. Czytając tekst, wystarczy wskazać dziecku na dany element ilustracji, aby, BEZ TŁUMACZENIA NA JĘZYK POLSKI, wyjaśnić znaczenie danego wyrażenia lub słowa. Nie musicie się obawiać, że z kolejnej strony wyskoczy jakiś potwór, kosmita lub inna wróżka albo co gorsze zając w kapeluszu;) Moim celem było stworzenie książki, która odwzorowuje rzeczywistość: w której zachowane są wszelkie rzeczywiste proporcje i kolorystyka.

Wiedza o świecie – dwujęzyczna edukacja

Pisząc swoje książki, mam w głowie dostarczenie rodzicom i dzieciom jak najwięcej wartości. Jestem fanką metody Domana i wczesnej edukacji, więc nie istnieje dla mnie pojęcie „za dużo wiedzy”. Z tego powodu nie idę na skróty, nawet jeśli mowa o książce dla najmłodszych. Celowo podpisując srokę, używam słowa „a magpie”, a nie „a bird”. Wierzę w rodziców i jestem pewna, że 90% z nich zna to słowo i spokojnie może je dziecku dopowiedzieć, o ile już tego dawno temu nie zrobiło. Istnieje też ogromne prawdopodobieństwo, że dziecko już to słowo zna z innych książek. Uczmy się więcej, a nie mniej! Zamiast podpisywać drzewo „a tree”, piszę „a coniferous tree”, wiedząc z kolei, że wiele rodziców nie wie, jak to powiedzieć po angielsku (walczę też z nazywaniem tych drzew „choinkami”). W książce umieściłam jeszcze wiele takich smaczków, o których będę pisać w osobnych artykułach (Jak nazwać „kopiec kreta”? Jak nazywamy te żółte polne kwiaty tak popularne w Polsce, oraz smugę, którą zostawia po sobie samolot na niebie?) Chcę pomagać czytelnikom w przyswajaniu nowego słownictwa, a także wiedzy o świecie, aby nie każdy ptak wpadał w kategorię „ptaszka”, a każda roślina „kwiatka”, tak po polsku, jak i po angielsku. Dzieciom wystarczy pokazywać świat bez upraszczania, taki jaki jest, aby zaszczepić w nich ciekawość i pragnienie pogłębiania wiedzy.

„Świetna pomoc przy wprowadzaniu języka obcego – przetestowane na 2 i 5-latku, obaj zachwyceni i dają ocenę 5/5. To taki must-have w biblioteczce dwujęzycznej rodziny”.

„Pięknie wydana, zachwycająca prostotą i merytorycznie przygotowana. Jestem pod wielkim wrażeniem. Mój syn od razu zauważył w Niko siebie i swoje doświadczenia”.

„Zdecydowany must have dziecięcych biblioteczek! Opisuje codzienne czynności w sposób prosty, a jednocześnie bogaty językowo. Moja córka od razu pokochała Niko i często o nim opowiada. Ilustracje są bardzo estetyczne”.

Rodzicielstwo bliskości

Czytając moje książki, możecie mieć pewność, że nie znajdziecie w nich niczego niezgodnego z ideą rodzicielstwa bliskości. Rodzice nie ganią Niko uwłaczającymi komunikatami, nie stosują szantażu, gróźb, nie wywierają presji ani nie manipulują. Niko nie będzie zmuszany do dawania buziaków ciociom, krytykowany za to, że się złości lub smuci ani porównywany do innych dzieci. W opowiadaniach chłopcem zajmuje się również tata. Oboje rodziców wspierają Niko, okazują mu czułość i poświęcają mu czas, będąc z nim tu i teraz.

Wymowa

Last but not least, rodzice nie muszą się martwić, czy poprawnie czytają treść książki. Do zamówienia dołączony jest audiobook gratis w formacie MP3. Do szybkiego odsłuchania można również skorzystać z kodu QR na okładce książki. Teksty wszystkich trzech opowiadań oraz słówka z wyszukiwanek czytane są w wolny i zrozumiały sposób przez rodzimego Brytyjczyka będącego profesjonalnym lektorem. Miłym dodatkiem są efekty dźwiękowe ku uciesze małych słuchaczy.

Na tym kończę swoje podsumowanie, chociaż w praktyce mogłabym pisać na temat tej dwujęzycznej książki i tego, dlaczego sprawdzi się idealnie jako pierwsza książka po angielsku jeszcze bardzo długo. Jak np. pisząc kolejną część, zwracam uwagę, aby zapewnić moim czytelnikom zupełnie nowy pakiet słownictwa. Dumam nad każdym szczegółem: od wzoru na zasłonie po naklejki na szafce. Jak pilnuję, aby całość była spójna pod kątem treści oraz aspektu wizualnego z pierwszą częścią. Przykładowo pokój Niko musi wyglądać tak samo, bo wiem, że dzieci lubią powtarzalność i zwracają uwagę na takie detale. Z kolei ja lubię tworzyć wartościowe pomoce dla dzieci, wkładając w nie całe serce, co mam nadzieję widać na pierwszy rzut oka, nawet bez takich długich, wyczerpujących analiz.

Niezależną recenzję przeczytacie m.in na blogu ekspertki od dwujęzyczności zamierzonej z bloga mamtonakońcujęzyka.pl, a do filmowej recenzji pedagożki Anny Jankowskiej z bloga aktywneczytanie.pl zapraszam poniżej:

English Speaking Mum
Wielbicielka i popularyzatorka idei dwujęzyczności zamierzonej w Polsce. Jeśli podobają Ci się tworzone przeze mnie treści, zapraszam Cię do obserwowania mojego konta na Facebooku oraz Instagramie oraz zapisu na newsletter poniżej. Udostępnianie przez Was moich wpisów umożliwi mi dotarcie do większego grona odbiorców i promowanie dwujęzyczności w naszym społeczeństwie.

Zostaw komentarz