Blog

Książka o dwujęzyczności zamierzonej – Bilingual Children: From Birth to Teens

„Książka o dwujęzyczności zamierzonej” to hasło, które pada w wielu wiadomościach, które dostaję od swoich czytelników. Czy takowa istnieje? Czy zawiera badania naukowe, „przepis” na nienatywną dwujęzyczność, postępowanie krok po kroku w punktach? Przekonajmy się:)

W tym cyklu postaram się przedstawić Wam książki na temat idei dwujęzyczności zamierzonej, które są dostępne na rynku. Uprzedzam: nie ma ich wiele. W niektórych przypadkach temat dwujęzyczności zamierzonej jest jedynie wzmianką w książce traktującej w sposób ogólny o dwujęzyczności i wielojęzyczności. Ja postaram się Wam zaprezentować przede wszystkim te pozycje, które w całości skupiają się na tym, co nas interesuje, czyli dwujęzyczności intencjonalnej. Serię rozpoczynam od właśnie takiej książki, która została napisana 33 lata temu! Co? Czyli dwujęzyczność zamierzona to nie wymysł naszego pokolenia?;)

Informacje wstępne

Książka Bilingual Children: From Birth to Teens została wydana w 1988 roku. Nie doczekała się tłumaczenia na polski. Jej autorem jest George Saunders, urodzony i mieszkający w Australii lingwista badający język niemiecki. Ma on trójkę dzieci, które postanowił wychować w dwujęzyczności zamierzonej zgodnie ze strategią OPOL (mówi do nich jedynie po niemiecku, a nie w ojczystym języku angielskim). Autor zastrzega, że jego znajomość języka niemieckiego jest bardzo dobra, chociaż nieidealna (błędy się zdarzają, ale rzadko). Podkreśla równocześnie, że według niego nie trzeba być jednak lingwistą ani nauczycielem, aby odnieść sukces. Na takiej samej zasadzie jak rodzice nie muszą mieć skończonych studiów pedagogicznych, aby dobrze wychować swoje dzieci.

Rezultaty

Na pewno interesują Was przede wszystkim rezultaty tego „eksperymentu”. Wszystkie jego dzieci osiągnęły płynność w mowie w obu językach. Wszystkie przechodziły przez fazę mieszania, kierując swoje wypowiedzi do taty także po angielsku. Z biegiem czasu jednak dzieci zaczynały przypisywać języki do konkretnych osób i zwracać się do ojca niemal wyłącznie po niemiecku (odpowiednio w wieku 3 lat 9 miesięcy, 3 lat i 2 lat 6 miesięcy). Bardzo ciekawe był dla mnie fakt, że najsłabiej z niemieckim radziła sobie najmłodsza córka, mimo iż powinna mieć łatwiej, bo dodatkowo słyszała komunikację po niemiecku między starszymi braćmi i tatą, oraz w tym języku zwracali się do niej bracia. Prawdopodobnie pokazuje to po prostu fakt, że dzieci są różne i wiele zależy od ich osobowości i innych indywidualnych cech. Dzieci miały też okresy „oporu”, jednak ostatecznie w chwili pisania książki autor twierdzi, że dzieci reagują oburzeniem, gdy zdarzy mu się powiedzieć coś do dzieci w „nieswoim” języku. Dla niego również jest to nienaturalne – tak silnie język niemiecki utwierdził się w komunikacji między tatą a dziećmi.

Już za swoich czasów George Saunders nie był jedynym rodzicem, który wpadł na szalony pomysł dwujęzyczności zamierzonej. W książce wymienia kilku innych rodziców, którzy zdecydowali się wychowywać tak swoje dzieci. Każda z tych rodzin osiągnęła inne rezultaty w zależności od różnych czynników. W większości wypadków wynikiem takiego wychowania było to, że dzieci (uwaga, uwaga) mówiły płynnie w obu językach;) Jako „najsłabszy” rezultat opisano sytuację dziecka, które najpierw znało język, a potem przestawało z niego korzystać i w nim odpowiadać (z racji np. znacznego zmniejszenia ekspozycji). W książce nie ma żadnej wzmianki o jakichkolwiek negatywnych skutkach, jeśli chodzi o psychikę, wyniki szkolne lub znajomość języka głównego dzieci.

A czy wiadomo, jak się ma sprawa u osób dorosłych wychowywanych w dzieciństwie dwujęzycznie? Czy są w stanie utrzymać drugi język, czy go tracą? Autor zaznacza, że oczywiście utrata języka jest możliwa, ale wcale nie jest nieunikniona. Odsyła czytelników do kilku badań z potwierdzonymi przypadkami dorosłych, którym język mniejszościowy udało się zachować w rozmowach z rodziną mimo życia w otoczeniu języka głównego. Saunders był wielokrotnie ostrzegany, że dzieci na pewno zaprzestaną komunikacji z nim w języku niemieckim (w przedszkolu, w szkole podstawowej, w liceum), nic takiego jednak nie miało miejsca i wątpi on, że kiedykolwiek nastąpi. Jego dzieci zapytane, dlaczego mówią do taty po niemiecku, odpowiedziały „bo tata mówi po niemiecku do mnie”. Jak widać, czasem większa motywacja nie jest potrzebna.

Badania naukowe

Autor w swojej książce przytacza wiele badań naukowych na temat dwujęzyczności, więc osobom zainteresowanym tematem bardzo polecam jej lekturę. Saunders nie tylko je analizuje, ale omawia też ich błędne założenia np. gdy nie brały pod uwagę społecznych różnic między badanymi dziećmi jednojęzycznymi i dwujęzycznymi lub np. testy inteligencji były przeprowadzone w słabszym języku dzieci dwujęzycznych. O takich niuansach trzeba według mnie pamiętać, trafiając na badania naukowe (zwłaszcza te starszej daty, które już mogły zostać obalone). Poniżej zaprezentuję Wam kilka wybranych badań, których wyniki według mnie warto znać.

1. W 2-letnim badaniu niemowlaków w parze angielski-francuski badacze doszli do wniosku, że nic nie wskazuje na to, aby języki musiały być rozdzielone na osoby lub lokacje. Czyli metoda OPOL lub strategia miejsca i czasu wcale nie są koniecznością (dzieci osiągały podobne wyniki w badaniach).

2. Nie ma dowodów na to, że dzieci dwujęzyczne zaczynają mówić później. Autor przytacza jedno badanie naukowe, które przeczy tej tezie (przypominam, że książka została wydana w 1988 roku).

3. W badaniach nad rozwojem mowy dzieci dwujęzycznych wyszczególniono 3 fazy:

Faza pierwsza: Orientacyjnie do 2 lat. Dzieci rozumieją oba języki, ale używają zwykle jednego tudzież stosują tak zwany mixed speech. (wybierają słowa bardziej utrwalone i łatwiejsze do wymówienia z obu języków)

Faza druga: (bez podania wieku) Mowa zaczyna się „stabilizować”, chociaż dzieci wciąż mieszają języki – nawet jeśli znają słowa w obu językach, to mają swoje preferencje. Dalej mogą używać słów z drugiego języka bez względu na rozmówcę.

Faza trzecia: (bez podania wieku) Dzieci rzadko już mieszają języki, zwracają się do wybranych osób we właściwych językach.

Badacze są jednak zgodni, że u osób dwujęzycznych brak wpływania na siebie języków jest praktycznie niemożliwy.

Przepis na dwujęzyczność zamierzoną

Czy autor podaje gotowy przepis na sukces w dwujęzyczności zamierzonej? Nie. Przyznaje on, że każda rodzina musi znaleźć swój sposób na dwujęzyczność. Wiele zależy od osobowości wszystkich stron, tego, czy uczy mama czy tata, ile czasu spędzają z dziećmi itd. Należy również pamiętać, że idealna równowaga między dwoma językami jest bardzo rzadka i prawie niemożliwa do osiągnięcia. Mowa jest wtedy o „equilinguals/ambilinguals. Należy więc w końcu zerwać z mitem mówiącym, że osoby dwujęzyczne to takie, które posługują się 2 językami w równym stopniu. Czy dwujęzyczność zamierzona ma szansę na sukces? Oczywiście!

„There seems to be adequate evidence that „artificial” bilingualism can be successful, the family in the present study being a case in point.”

(W luźnym tłumaczeniu autorki: „Zdaje się, że istnieją wystarczające dowody na to, że „sztuczna” dwujęzyczność może się powieść, czego przykładem jest rodzina z niniejszego badania.)

Błędy językowe rodziców

Saunders wspomina też o błędach, które rodzic może przekazać swoim dzieciom: uważa, że jeśli w miarę szybko zostaną wykryte, to ich wyeliminowanie nie powinno być problematyczne. Zdarzyło mu się np. przekazać dzieciom złą wymowę jakiegoś słowa, jednak po sprostowaniu, dzieci przestały również źle wymawiać dane słowo w ciągu kilku dni. W przypadku jednak, gdy np. błędne wyrażenie powtarzane jest przez dłuższy czas, oczywiście jego wyeliminowanie może być bardziej problematyczne (jak w przypadku jednego z ulubionych słówek jego pierwszego synka, które podawał mu w złej wersji przez kilka miesięcy).

Czy taka dwujęzyczność jest sztuczna?

„As far as they are concerned it is their language. Such a situation appears artificial only to the outsider.”

(W luźnym tłumaczeniu autorki: „Jeśli chodzi o moje dzieci, to jest to ich język. Sytuacja ta wydaje się sztuczna jedynie dla osoby postronnej.)

Cytat ten podsumowuje według mnie całą dyskusję na temat nienaturalności całej idei. W książce znajdziemy też kilka punktów, które pokazują jaką przewagę ma według autora dwujęzyczność zamierzona w porównaniu z dwujęzycznością natywną: jako nie-native speakerzy często dużo bardziej świadomie podchodzimy do języka i jego przekazywania, oraz naszych ewentualnych błędów. Nie mamy też czegoś w rodzaju presji emocjonalnej, bo wiemy, że nasze dzieci będą władać naszym językiem ojczystym i językiem otoczenia (brak strachu o odrzucenie języka ojczystego), a nasz język mniejszościowy stanowi tylko dodatek.

Dlaczego polecam tę książkę?

Oprócz suchej teorii (jakże jednakowoż bogatej w dane) Saunders wypełnił swoją książkę po brzegi przykładami dialogów ze swoimi dziećmi (nagrywał z nimi rozmowy dzięki czemu, pisząc książkę mógł podpierać się bardziej dokładnymi danymi) i innymi życiowymi aspektami dwujęzycznego wychowania dzieci. Jeden z rozdziałów opisuje m.in podejście dwujęzycznych dzieci do komunikacji ze… zwierzętami:) Czyli w jakim języku „mówi” według dzieci domowy pies, a w jakim kogut sąsiada? Wiele treści będzie interesujących zwłaszcza dla rodziców stosujących OPOL i zastanawiających się, jak działa taka rodzina na co dzień ze starszymi dziećmi (brak jednego języka rodzinnego, wizyty kolegów, wpływ szkoły). Mnie, jako językowego nerda, pochłonął również temat transferu językowego i „nieprzetłumaczalności” pewnych rzeczy. Za przykład u Saundersa służy unikalna fauna i flora Australii w zderzeniu z językiem Goethe’ego. Porównałabym to z szukaniem angielskich odpowiedników dla naszych maślaków, kurek i prawdziwków;) Jest także rozdział poświęcony nauce czytania w obu językach oraz wrogiemu nastawieniu otoczenia (!). Z cytatem z tego właśnie rozdziału chciałabym Was zostawić i życzyć mądrych, przemyślanych wyborów.

„When all is said and done, the decision is yours. Or at least should be: don’t let outsiders, whether family or „authorities”, push you around. Remember, you know best. Remember too, that there is no evidence that bilingualism does any intellectual harm (if anything, the reverse is true) and that bilingualism can be of great social benefit.”

(W luźnym tłumaczeniu autorki: „Koniec końców, decyzja należy do Ciebie. A przynajmniej powinna: nie pozwól, aby osoby postronne, czy to rodzina, czy „eksperci”, mówili Ci, co masz robić. Pamiętaj, że Ty wiesz najlepiej. Pamiętaj też, że nie ma dowodów na szkodliwy wpływ dwujęzyczności na rozwój intelektualny (jeśli już, to na jego dobroczynny wpływ) oraz że dwujęzyczność może nieść ogromne korzyści społeczne”.)

Uprzedzając pytania: Książka jest dostępna na Amazonie tutaj.

English Speaking Mum
Wielbicielka i popularyzatorka idei dwujęzyczności zamierzonej w Polsce. Jeśli podobają Ci się tworzone przeze mnie treści, zapraszam Cię do obserwowania mojego konta na Facebooku oraz Instagramie oraz zapisu na newsletter poniżej. Udostępnianie przez Was moich wpisów umożliwi mi dotarcie do większego grona odbiorców i promowanie dwujęzyczności w naszym społeczeństwie.

Zostaw komentarz