Blog

Wywiad z Agą Bastą, mamą wprowadzającą dzieciom kilka języków obcych na raz

Agnieszkę kojarzą chyba wszyscy z naszego małego światka dwujęzyczności zamierzonej. Jako autorka bloga teachyourbaby.pl i założycielka grupy na FB „Metoda Domana i nie tylko” promuje w Internecie ideę wczesnego wprowadzania języków u dzieci oraz metody Domana, o której pisałam w tym wpisie.

Prywatnie mama dwóch córeczek do których mówi wyłącznie po angielsku (lub w innych językach obcych) oraz nauczycielka angielskiego w państwowej szkole. Jedna z niewielu osób, z którą można porozmawiać o tym, jak wprowadzać dzieciom kilka języków obcych na raz – skorzystajmy zatem z tej okazji.

Czy jako nauczycielka angielskiego wiedziałaś, że chcesz wychowywać swoje dzieci dwujęzycznie od samego początku czy może zainspirowałaś się czyimś przykładem?

Nauczycielką byłam o wiele wcześniej zanim pojawiły się dzieci. Może niektórych zaskoczę, ale nie planowałam dzieci. Wogóle. Chciałam podróżować. Trafiło się jedno i…przepadłam. Tak się składa, że w tym czasie miałam po raz pierwszy dwujęzycznych uczniów. Byłam zachwycona, że pierwszoklasista swobodnie mówi po angielsku. Potem się dowiedziałam, że jego mama mówi do niego i jego brata po angielsku. Wypytałam o wszystko. Dowiedziałam się, że stosują strategię OPOL i będąc w ciąży wiedziałam, że będę wychowywać swoje dziecko dwujęzycznie. Dzięki mamie tych uczniów. Z nauczycielstwem ten pomysł nie miał nic wspólnego.

Od kiedy zaczęłaś mówić do pierwszej córki po angielsku i czy od razu był to OPOL czyli mówienie wyłącznie w tym wybranym języku?

Już w szpitalu gdy tylko zostałam sama na sali. Jako, że postawiłam na sztywny OPOL milczałam dopóki ktoś był. Tak trochę głupio mi było mówić po angielsku przy kimś. Milczałam na pewno co najmniej dzień, czy dwa. Jestem uparta (typowy Baran) i wytrwała w dążeniu do celu. Teraz nie mam żadnego problemu z mówieniem po angielsku, czy w jakimkolwiek innym języku publicznie. Jest to niezależne od poziomu.

Czy pamiętasz jakieś początkowe trudności z którymi musiałaś się zmierzyć? Językowe lub np. nastawienie rodziny?

Było mi trudno zacząć w szpitalu przy ludziach, którzy niby byli obcy a niby mnie już trochę znali, bo spędziłam tam w sumie 6 dni i przełamałam się dopiero, gdy zostałam sama na sali szpitalnej, bo inne mamy zostały wypisane do domu. Przy zupełnie obcych przypadkowo spotkanych ludziach np. na zakupach nie miałam żadnego problemu. Swego rodzaju wyzwaniem była też wizyta u lekarza. Zdawałam sobie sprawę, że zwracam na siebie uwagę. Myślałam, że inni pomyślą, że się chwalę, czy popisuję i odbiorą to negatywnie. Nie bałam się oceny poziomu językowego. W poczekalni lekarskiej na początku mówiłam nieco ciszej niż zwykle, ale zawsze po angielsku.

Z jakiegoś niewiadomego powodu miałam też potrzebę tłumaczenia się nowo poznanym osobom, zanim w ogóle zapytały o ten angielski. Na przykład taka sytuacja: idę z Mają i spotykamy inną mamę z dzieckiem. Malutka Maja skomentowała „baby.” Ja potwierdziłam i od razu do tej nieznajomej mamy zaczęłam się tłumaczyć, jak ktoś winny, że ją wychowuję po angielsku i że mówię tylko po angielsku i dlatego powiedziała „baby.” Na dzień dzisiejszy wszystkie powyższe sytuacje są nieaktualne.

Co do nastawienia rodziny: moja mama bała się, że Maja nie będzie mówić po polsku i kilka razy usłyszałam: „Mów do niej normalnie.” Czy ja wiem, czy musiałam się jakoś z tym mierzyć? Raczej nie. Mam tych, którzy myślą inaczej niż ja i się wtrącają w moje życie w głębokim poważaniu. Po prostu to zignorowałam.

Kiedy doszły kolejne języki i w jakiej kolejności? Na jakim poziomie je znasz?

Gdy Maja miała 28 miesięcy zaczęłam do niej mówić w języku włoskim (początkowo tylko 5 minut dziennie). Mam certyfikat CELI4, czyli oficjalnie poziom C1. Nieoficjalnie możemy się spierać co do poziomu. Uważam, że dużo niższy. Gdy miała 33 miesiące jednocześnie zaczęłyśmy się razem uczyć języka hiszpańskiego i niemieckiego. Nie znałam tych języków w ogóle natomiast z racji tego, że hiszpański jest bardzo podobny do włoskiego, rozumiałam bardzo dużo już od samego początku. Obecnie potrafię spędzić 2,5-3 godziny w języku niemieckim lub hiszpańskim. Dużo rozumiem. Mówię zdaniami, ale sama nie wiem, jak to się dzieje. Na gramatykę jeszcze nie zerknęłam. Ciężko oceniać poziom 😛 Nauczyłam się czytać, co było wyzwaniem zwłaszcza w niemieckim. Na pewno popełniam błędy.

Druga córka ma wszystkie wymienione języki niemalże od urodzenia albo nawet przed, bo będąc w brzuchu wszystkie słyszała.

Jakie masz cele, jeśli chodzi o poszczególne języki i czy myślisz o kolejnych?

Być może przy tylu językach moje cele wydadzą się mało ambitne, ale nie planuję Mai ani Anitce życia i edukacji. Niedługo same będą podejmować decyzje. Ja póki się da, zapewniam im bogate w doświadczenia i języki środowisko. Na tyle ile sama jestem w stanie działać, bo nie jestem w stanie dodać jeszcze kolejnego języka i się w niego zaangażować. Co najwyżej mogę dać jej dostęp do materiałów, z których sama się może uczyć.

Chciałabym, żeby angielski Mai był jak najbardziej zbliżony do polskiego oraz utrzymać włoski, bo to mój trzeci język. Będę inwestować w hiszpański i niemiecki ile się da. Natomiast nic na siłę. Aktualnie Maja poddaje się wszystkiemu, co wymyślę. Nawet ostatnio ją pytałam, czy nie chciałaby z czegoś zrezygnować, bo mi samej jej dni wydały się bardzo intensywne i aż zbyt pełne wrażeń, ale uparcie twierdzi, że nie. Sama z siebie interesuje się językami. Miała okresy zainteresowania językiem rosyjskim oraz chińskim. Teraz mówi, że chce się nauczyć francuskiego. Zapewniam jej tą możliwość.

Ogólnie moim celem jest maksymalna symulacja i rozwój mózgu dziewczynek. Jeśli w przyszłości zapragną się uczyć np. portugalskiego i porzucą inne języki na pewno nauczą się go w mig. Sama z doświadczenia wiem, że kolejnego języka uczy się łatwiej niż drugiego.

Czy według Ciebie to, że nie znasz dobrze tych kolejnych języków to nie przeciwskazanie, aby czytać dzieciom książki i mówić na tyle, na ile potrafisz?

Uważam tak samo jak Sonia Szramek-Karcz, która swego czasu powiedziała, że chciałaby robić błędy po japońsku. Cudownie jest robić błędy po niemiecku i hiszpańsku. Cudownie jest się móc dogadać. Kiedy porównamy zerową znajomość języka z komunikatywną, ale pełną błędów myślę, że odpowiedź jest jasna. Lepiej umieć się dogadać niż porzucić zupełnie coś, bo nie znamy dobrze.

Faktem też jest, że moja córka mnie poprawia np. gdy w czasie włoskim użyję hiszpańskiego słowa lub w ogóle złego słowa. Kiedyś pomyliłam „marciapiede” (chodnik) z „pavimento” (podłoga), bo jest podobne do angielskiego „pavement” (chodnik). Dziecko mnie poprawiło. To samo w niemieckim. Czasem słyszę od niej niemieckie zdania, których nie rozumiem. Nie jestem jedynym źródłem tych języków, więc podejrzewam, że ona czuje od kogo nie należy się uczyć 😛

Jako nauczycielka nie boisz się, że „wpoisz dzieciom błędy trudne do wykorzenienia”? 

Jako nauczycielka uważam, że w idealnej sytuacji dzieci powinny najpierw mówić – płynnie, na różne tematy, jakkolwiek, a dopiero potem uczyć się gramatyki, szlifować różności. Nigdy odwrotnie, a właśnie tak jest często w polskich szkołach. Ja się cieszę jak uczeń siódmej klasy chętnie ze mną po angielsku rozmawia, choćby to było pełne błędów i niedociągnięć. Uczeń, który gra w gry i stąd zna angielski. Ze sprawdzianów słabsze oceny, bo wiadomo – do gramatyki nie zajrzał. Ale nadrabia mówieniem i sypią się szóstki wyrównujące sprawdziany. Bo niby czemu mam nie oceniać mówienia? Co z tego, że dziewczyna z jego klasy ma ze sprawdzianów piątki i szóstki jak po 15 minutach moich konwersacji z chętnymi chłopcami pyta o czym rozmawialiśmy, nie rozumiejąc w ząb nic i nie potrafiąc też nic odpowiedzieć?

Ja kocham, gdy dzieci rozumieją i mówią. Niedawno miałam ciekawą sytuację na jednym z osiedlowych mini placów zabaw. Ja i koleżanka wraz z dziećmi byłyśmy nie lada atrakcją dla grupki dzieci. Próbowały się z nami dogadać. Oczywiście znały pytanie: What’s your name? i była tam jedna dziewczynka, która reszcie tłumaczyła co mówiłam. Chłopcy się produkowali, ale po 1) nie rozumieli nic 2) pod drugie nie potrafili zadać najprostszego pytania. W pewnej chwili się zaczęłam zastanawiać po jakiemu jeden mówi bo usłyszałam: „Halishka….yyy…cheese?” Z mocnym akcentem na ostatnie słowo. Był pewien, że je zna. Potem przetłumaczył na polski: „Czy lubi pani ser?” Powtarzam mu, że „Do you like….” a nie jakaś „halishka,” ale nie załapał. Od drugiego usłyszałam: „Water” i wskazał na wodny pistolet. Zrobił wielkie oczy na moje pytanie: „Is there water inside?”. Te dzieci chodzą do szkoły. Mają na pewno nauczycieli, którzy starają się unikać błędów i którzy pewnie byliby pierwsi do krytyki mojego podejścia. Bo błędy, bo to i tamto nie tak. To lepiej w ogóle się języka nie uczyć niż popełniać błędy?

Inna sytuacja: dziewczyna uczy się francuskiego od roku, oczywiście w szkole. My gościliśmy Francuzkę z programu workaway, która zdjęcie swoje z Mają podpisała francuskim zdaniem. Porozumiewałyśmy się z nią po angielsku. Zerknęłam na zdanie i pytam, czy napisała tutaj, że ma nadzieję, że kiedyś przyjedziemy do Francji. Eureka! Tak! Z ciekawości pokazałam to samo zdanie dziewczynie, która się francuskiego uczy – nie umiała przetłumaczyć nic. Podkreślę tutaj, że nigdy nie miałam do czynienia z francuskim i nie znam tego języka. Natomiast jakieś podobieństwa pomiędzy hiszpańskim a włoskim plus trochę zgadywania i …. zrozumiałam. Tak to działa. Ja nawet błędów po francusku nie umiem popełniać.

A co do błędów uważam, że nie ma takich, których nie da się wykorzenić. Na błędach się uczymy.

Czy miałaś kiedyś kryzysy np. porzucenie angielskiego lub przestoje w innych językach?

Z mojej winy nigdy kryzysu nie było. Nawet gdy bardzo źle się czułam w drugiej ciąży jechałam 50 km na spotkanie językowe. Tam mi dawali leżaczek, bo wstanie groziło wymiotami, a moja córeczka bawiła się z dziećmi po angielsku. W domu na leżąco czytałam włoskie, niemieckie i hiszpańskie książki, mówiłam po włosku. Przestój był przez pandemię, jeśli chodzi o hiszpański i niemiecki. W domu nie mówię w tych językach, jedynie na spotkaniach językowych. W domu tylko czytam książki i to było zawsze. Angielskie spotkania zawsze jakieś były, a jako że pandemia się zaczęła wraz z urodzeniem Anitki to myślę, że niektórzy myśleli, że potrzebuję odpoczynku albo po prostu jak ja nie wiedzieli jakie mam podejście, czy można się do mnie odezwać, czy nie.

Jak oceniasz znajomość języków swoich dzieci na ten moment?

Maja płynnie porozumiewa się w języku angielskim oraz polskim. W tych językach też czyta zaawansowane książki np. „Złotą Księgę Bajek,” „Martynkę,” komiksy „Było sobie życie,” „Ten 10-Minute Stories.” Po włosku mówi jak chce też w miarę płynnie. Nie ma takiej motywacji do czytania jak w głównych językach. Czyta proste książki lub trudniejsze jak ją coś bardzo zainteresuje np. wybrane książki Julii Donaldson. W języku hiszpańskim i niemieckim spędza ok. 2,5-3 godziny tygodniowo. Poziom komunikatywny, natomiast nie mnie oceniać poprawność, bo czasem sama nie wszystko rozumiem. W tych językach też czyta, również nowe nigdy nie widziane słowa, ale podejrzewam, że podobnie jak ja nie wszystko rozumie. Nie ma też motywacji do dłuższych tekstów. Poziom serii Elefante y cerdita.

Jakie „wspomagacze” polecasz? Książki, audiobooki, a może karty z metody Domana? 

Oczywiście karty do czytania globalnego metodą Domana, bo to jest mój konik. Korzystamy też z mnóstwa książek. Staram się, żeby w każdym języku były inne. Audiobooki u nas są sporadycznie. Maja za to od dawna ogląda bajki w każdym języku, który mamy. Dodatkowo odkąd pojawiła się taka opcja oglądamy videobooki, które też wspomagają naukę czytania. To już opcja bardziej dla młodszej córeczki.

Czy masz jakąś radę dla osób, które chciałby wprowadzać dzieciom kilka języków obcych na raz, ale mają wątpliwości? 

Jeśli znasz język – nie czekaj. Wprowadzaj od dziś. Jakkolwiek potrafisz, ale unikaj tłumaczenia z języka na język. Na początek może to być 5 minut dziennie. Od razu zaangażuj się w czytanie globalne metodą Domana. To naprawdę wspiera rozwój językowy.

Jeśli nie znasz języka – znajdź kogoś kto zna. Żywy kontakt z językiem to podstawa. Na początek naucz się czytać. Potem znajdź kogoś – najlepiej innego rodzica, który ten język zna.

Spotkania językowe tzw. playdates mają ogromną moc, większą moc niż sam rodzic. Obserwuję to na podstawie naszego włoskiego i hiszpańskiego. Po włosku mówię niemalże codziennie, chociaż trochę. Hiszpańskie spotkanie mamy raz w tygodniu. Hiszpański zaczął dominować. Maja zaczęła wplatać hiszpańskie słowa do włoskiego. Musiałam znaleźć kogoś na spotkania włoskie. W sumie nadal szukam kogoś z Tarnowa, bo z racji odległości mamy je rzadko. Natomiast Maja, która swego czasu nie chciała po włosku mówić, po 1 spotkaniu w tym języku na drugi dzień się zwróciła po włosku do siostry. Młodsza Anitka po raz pierwszy na spotkaniu językowym była gdy miała… 2 tygodnie 🙂 Kiedy tylko jest okazja playdatujemy. To jest największa motywacja dla dziecka. Na playdate nie ma opcji, żeby dziecko nie mówiło w języku docelowym. Poza tym ja kocham ten czas. Zamiast na święta do rodziny wolałabym wyjazdowy playdate.

Czy jest ktoś, kto dotarł aż tutaj, i jeszcze nie czuje się zmotywowany?:) Dziękuję Agnieszce za świetny wywiad, a zwłaszcza za jej słowa na temat popełniania błędów z perspektywy nauczycielki. Jeśli jesteście zainteresowani czytaniem globalnym (w różnych językach), koniecznie zapoznajcie się z jej platformą online maluchczyta.pl oraz kursem dla rodziców. Na swoim newsletterze Agnieszka wysyła też darmowe materiały po angielsku do czytania globalnego.

English Speaking Mum
Wielbicielka i popularyzatorka idei dwujęzyczności zamierzonej w Polsce. Jeśli podobają Ci się tworzone przeze mnie treści, zapraszam Cię do obserwowania mojego konta na Facebooku oraz Instagramie oraz zapisu na newsletter poniżej. Udostępnianie przez Was moich wpisów umożliwi mi dotarcie do większego grona odbiorców i promowanie dwujęzyczności w naszym społeczeństwie.

Zostaw komentarz