Blog

dziewczynka oglądająca książkę po angielsku

JAK WPROWADZIĆ DRUGI JĘZYK OBCY? WIELOJĘZYCZNOŚĆ!

Dziś wpis dla tych, którzy na ścieżkę dwujęzyczności zamierzonej już wkroczyli i powolnym bądź nieco szybszym krokiem sobie nią podążają. W pewnym momencie czują się jednak na niej już tak pewnie i dobrze, że zaczynają się rozglądać: co by tu jeszcze można było porobić?:)

W myśl zasady „apetyt rośnie w miarę jedzenia”, zastanawiają się nad wprowadzeniem kolejnego języka i uczucie to znam doskonale. Widzisz, jak świetnie pierwszy język przyjął się w Twoim domu, jak dziecko bezproblemowo rozumie, co do niego mówisz, a może nawet samo zaczyna się w tym drugim języku komunikować. Słownictwo wokół różnych czynności oboje macie opanowane do perfekcji: kąpiel po angielsku przestaje być okazją do nauki nowych słówek, a zabawa w anglojęzycznych klientów sklepu wychodzi już perfekcyjnie. Czujesz, że wprowadzenie tego pierwszego języka obcego, najczęściej angielskiego, masz już pod kontrolą. Dlaczego by więc nie spróbować dodać kolejnego?

Po co?

Przyświecają nam te same motywy co w przypadku języka pierwszego: Bo czemu nie spróbować? Nic nie szkodzi nauczyć dziecko kilku nowych słów i wyrażeń. Zawsze to coś nowego, rozszerzającego horyzonty. Dziecko się osłucha, nauka wpłynie na świadomość istnienia innych języków i łatwiejsze przyswajanie ich w przyszłości. Nowe piosenki, rymowanki, książeczki i bajki to kupa radości. My za to w końcu odświeżymy sobie ten niemiecki ze szkoły, hiszpański z lektoratu czy francuski z kursu językowego. Zrobimy coś dla siebie i swojego rozwoju osobistego. Bo języki to także dla nas coś fajnego i dającego radość. Mało kto zaczyna z celem „chcę zrobić z mojego dziecka poliglotę”, a jeśli taki ma cel, to nie wróży to za dobrze;) Zaczynając, ja myślałam: „fajnie, gdyby moje dziecko po prostu rozumiało niemiecki”. Taki niepozorny cel, ale ilu dorosłych może pochwalić się, że „po prostu” rozumie, gdy się do nich mówi po hiszpańsku/francusku/niemiecku czy rosyjsku?

Jak zacząć?

Ilekroć widzę to pytanie kierowane przez rodziców, którzy już działają z językami obcymi w domu, nieco mnie ono dziwi. Jak to? Przecież ci rodzice mają już doświadczenie z wprowadzaniem pierwszego języka obcego w swoich domach, więc w czym widzą problem? Potem jednak szybko przypominam sobie, że miałam takie same wątpliwości w głowie, gdy zdecydowałam się dodać do naszej codzienności język niemiecki. To, że pierwszy język zagościł już w naszym domu na dobre, nie zmienia tego, że drugi jest całkowitą nowością. Ponadto, niektórzy rodzice zaczynać będą na zupełnie innych warunkach niż w przypadku np. angielskiego, którym otaczali swoje dziecko już za niemowlaka. Nagle jednak znajdują się w sytuacji, gdy nowy język chcą przedstawić obywatelowi już nieco bardziej świadomemu, często już potrafiącemu wyrazić swoje zdanie. Ogólny zarys tego, jak ja proponowałabym działać, nie różni się od tego, co napisałam kiedyś na temat zapoznawania dziecka z językiem w tym artykule: Pierwszy kontakt dziecka z nowym językiem.

Podsumowując, postawiłabym na metodę małych kroczków i efektywne budowanie bazy słownictwa, która umożliwi maluchowi zrozumienie treści w nowym języku. U nas poszerzanie zasobu leksykalnego na samym początku opiera się głównie na książkach i kartach obrazkowych.

Czy korzystać z tych samych źródeł?

Ja jestem fanką wprowadzania nowego języka, bazując na zainteresowaniach oraz materiałach już dziecku znajomych. Stanowi to czynnik motywujący, a dodatkowo likwiduje poczucie zniechęcenia powodowane brakiem zrozumienia treści np. całkowicie nowej bajki. Dlatego w ramach wprowadzania niemieckiego do naszego kanonu bajek dołączyła Peppa Wutz i niemieckojęzyczny Bing, których to bohaterów znaliśmy już po angielsku. Książki czytam oczywiście nowe, nie tłumaczę starych. Łatwiej jednak mi było na początku zaciekawić synka opowiadaniami o ulubionych strażakach, a także zainteresować przygodami Jakoba, brata naszej polskiej Zuzi. Oczywiście nowi bohaterowie też mają ogromną zaletę polegającą na tym, że są… nowi:) Jaką strategię przyjmiecie Wy, zależy wyłącznie od Was.

Dlaczego jest łatwiej?

Zmiana dwujęzyczności na wielojęzyczność jest według mnie łatwiejsza z kilku powodów. Nasze dziecko ma już świadomość istnienia innych języków! To, co dzieci w większości krajów widzą na co dzień, dla malców w jednojęzycznej Polsce może nie być takie oczywiste. Jako rodzice mamy już pewne doświadczenia w nauczaniu własnego dziecka. Wiemy, jakie strategie u nas się sprawdziły, a jakie nie. Jesteśmy spokojniejsi, bo widzimy już naocznie, że nasze działania przynoszą efekty. Przekonaliśmy się, że nasze wątpliwości nieraz były bezpodstawne, a straszenie przez otoczenie ma niewiele wspólnego z rzeczywistością.

Gdzie wcisnąć ten trzeci język?

Jeśli zastanawiacie się, jak dołączyć nowy język do Waszej ustalonej już rutyny, nie znajdziecie na to odpowiedzi w żadnym artykule ani komentarzu. Tak jak do wszystkiego innego, musicie dojść do tego sami. Ja radzę zacząć po prostu pomału, od 15-30 minut dziennie. A czas pokaże, jak to się rozwinie u Was dalej. U nas panuje pełna swoboda, bez określonego czasu i miejsca akcji. Kiedy mam czas i ochotę (i mi się przypomni), przestawiam się na trzeci język. Niejednokrotnie wychodzi to z inicjatywy dziecka, a ja staram się podążyć za nim i z szaleństwem w oczach szukam w słowniku nazw narzędzi używanych w warsztatach. Kluczem jest regularność i konsekwencja. Dni bywają różne, jak sami wiecie. Staram się zawsze przeczytać przynajmniej jedną książkę w trzecim języku, przeplatając lekturę pytaniami o obrazki lub opinie małego czytelnika. Może jeszcze przy kąpieli dodać jakieś nowe słówka potrzebne do zatopienia żaglówek w bąbelkowym sztormie. Cokolwiek, byle do przodu.

Czy dziecko ogarnie?

Oczywiście, że tak. Mali językowi geniusze poradzą sobie znakomicie. Problem leży wyłącznie w nas i naszych ewentualnych brakach, które będziemy musieli nadrobić. A także w naszej konsekwencji, dbaniu o kontakt z każdym językiem najlepiej codziennie, choćby przez ułamek dnia. Dobrze byłoby również zapewnić książki w danym języku, więc od razu dokupcie regał.

Mam nadzieję, że ten wpis był dla Was pomocny. Może zainspirował kogoś do wzięcia pod uwagę wprowadzenia nowego, drugiego języka obcego? Może nie warto spisywać języka, którego kiedyś się uczyliście, na straty? A jakby tak zacząć się uczyć kolejnego języka od zera z dzieckiem? Ja na razie nie mam na to zasobów czasowych, ale może zainspirujecie się Justyną z bloga Gadka Gagatka, która uczy się wraz z dwujęzyczną córeczką trzeciego (!) języka obcego w postaci hiszpańskiego? Po cztery garści inspiracji zapraszam Was do tego artykułu: „Dlaczego uczę swoje dziecko języka hiszpańskiego, chociaż sama go nie znam”? A jeśli myślicie nad nauką niemieckiego z Waszymi dziećmi, do czego gorąco zachęcam, to informuję, że e-book Deutsch für Mamas und Papas jest już gotowy:)

Edit: Dzięki Paulinie z bilikid.pl wykład prof. Katarzyny Dziubalskiej-Kołaczyk dotarł do większej liczby osób, w tym do mnie. A ja polecam go dalej Wam. Świetny wykład Wielojęzyczność: fakty i mity obejrzycie tutaj.

English Speaking Mum
Wielbicielka i popularyzatorka idei dwujęzyczności zamierzonej w Polsce. Jeśli podobają Ci się tworzone przeze mnie treści, zapraszam Cię do obserwowania mojego konta na Facebooku oraz Instagramie oraz zapisu na newsletter poniżej. Udostępnianie przez Was moich wpisów umożliwi mi dotarcie do większego grona odbiorców i promowanie dwujęzyczności w naszym społeczeństwie.

Komentarz

Zostaw komentarz