Jak radzić sobie z krytyką i negatywnymi emocjami

Tekst ten dojrzewał do publikacji już od dawna. I myślę, że może przydać się wielu osobom jeszcze bardziej właśnie w tych wyjątkowych okolicznościach. Jak doczytacie do końca, to przekonacie się, dlaczego.

Pytanie o to, jak radzić sobie z krytyką naszych wyborów ze strony bliskich nam osób oraz osób postronnych, przewija się na grupach poświęconych dwujęzyczności zamierzonej regularnie. W dużej mierze chodzi o osoby stosujące OPOL i mówiące do dzieci (prawie) wyłącznie w języku obcym, ale nie tylko. W sumie mało który rodzic robiący coś ponad w temacie języków obcych jest bezpieczny. Wprowadzanie języków obcych u małych dzieci, zwłaszcza tych, które jeszcze nie posługują się językiem ojczystym, budzi wiele kontrowersji i wątpliwości. Rodzina się martwi, że dziecku się pomiesza, nigdy nie opanuje żadnego z języków dobrze albo, co gorsza, nie będą w stanie w ogóle się z nim dogadać. Gdy dziecko zaczyna mówić i mieszać języki, wszystkie te obawy zdają się ziszczać na ich oczach. Znajomi i obserwatorzy lubią zarzucić rodzicom nadambicję i udział w wyścigu szczurów od pieluch. Próby wyjaśnienia czegokolwiek często odbijają się od muru ugruntowanych już przekonań. Przekonań, za którymi może nie stoi wiedza (bo wątpię, aby osoby krytykujące miały na koncie przeczytaną literaturę naukową na zadany temat) ani doświadczenie, stoi jednak głęboka wiara, że obrany tok myślenia jest właściwy. Wiara ta jest z kolei czasem poparta dowodami anegdotycznymi w postaci odosobnionych przypadków, u których związek przyczynowo-skutkowy wcale nie musiał wyglądać tak, jak to wygląda na pierwszy rzut oka.

Nikt nie lubi krytyki

To, że negatywne komentarze nas denerwują i dotykają, jest jak najbardziej naturalne. Tak jesteśmy zaprojektowani jako społeczne istoty ludzkie i tak działa nasz mózg, który dąży do poczucia bezpieczeństwa i równowagi. Takie poczucie czerpiemy m.in. z faktu, że jesteśmy akceptowani w naszej grupie społecznej, że otrzymujemy wsparcie i gdzieś przynależymy. Bez względu na to, jak „grubą skórę” mamy i jak bardzo „jesteśmy odporni na krytykę,” jestem przekonana, że każda jednostka koniec końców wolałaby, aby jej działania spotykały się z akceptacją (a może nawet uznaniem) niż były oceniane negatywnie. Wolimy być chwaleni niż krytykowani i to jest faktem dla nas wszystkich. Nikt też z wyboru nie chce być dziwakiem wytykanym palcami. Poczucie spokoju umysłu, szczęścia i zadowolenia czerpiemy z pozytywnych interakcji z innymi ludźmi, a nie tych, które skupiają się wokół negatywnych emocji. Co to oznacza w praktyce? Czy to znaczy, że aby zapewnić sobie spokój i brak frustracji najlepiej jest iść głównym nurtem i się nie wychylać? Nie do końca. Dlaczego? Bo musimy zdać sobie sprawę z kilku ważnych faktów.

Nie ma jednej recepty na życie

Nie istnieje jedna droga, po wybraniu której czeka nas akceptacja, uściski dłoni i szerokie uśmiechy z każdej strony. Nie istnieje, bo życie składa się z dziesiątek tysięcy wyborów. Każdy wybór wiąże się z dziesiątkiem tysięcy alternatyw. Każdy z nas interpretuje wszystko na swój własny sposób, bo mamy zupełnie inny sposób myślenia ukształtowany wieloma czynnikami (wychowanie, osobiste doświadczenia, przekonania, wartości, dostęp do informacji). Nie poznamy nigdy drugiej osoby, która ma dokładnie takie same opinie nawet na większość tematów. Z jedną osobą znajdziemy nić porozumienia na jednym poziomie, by totalnie nie zgodzić się na innym. Nawet osoby „z tego samego obozu” będą mieć inne zdanie na poszczególne kwestie. Nawet będąc zwolennikiem jakiejś idei, nie zgodzimy się z pewnością w 100% z każdym słowem wypowiedzianym przez innych członków naszej grupy. Jako jednostki zbyt się od siebie nawzajem różnimy, a nasze wybory rzadko są czarno-białe. W rodzicielstwie na rozdrożach wybieramy różne drogi, czasem nieświadomie, a innym razem nasze wybory są podyktowane naszą indywidualną sytuacją w danym miejscu i czasie. Nie jest to takie proste, jak wyobrażaliśmy sobie przed posiadaniem dzieci, prawda? Sami wiecie, jak to wygląda. Jak wrócisz po macierzyńskim do pracy, to jesteś złą matką, bo posyłasz dziecko do placówki. Jak nie wrócisz po macierzyńskim do pracy, to jesteś złą matką, bo odcinasz dziecko od rówieśników, zamykasz w domu, a do tego nie pokazujesz, że kobieta też może i powinna się rozwijać zawodowo. Chcę, abyście w tym momencie zdali sobie sprawę, że każda z Waszych decyzji tym samym może (i zapewne jest) obiektem krytyki innych osób. Nawet przytulając własne dziecko na ulicy istnieje duże prawdopodobieństwo, że któryś obserwator oceni ten gest z jakichś względów jako nieodpowiedni. I niestety to wcale nie jest tak, że to tylko domena innych ludzi. Lubimy myśleć, że my jesteśmy w porządku. Skupiamy się na tym, że to inni oceniają nas. Jednak każdy z nas, czy tego chce, czy nie, podświadomie ocenia resztę według swoich wartości. Możemy oczywiście z tym walczyć. Uświadamiać to sobie oraz ćwiczyć się w empatii i rozumieniu, że każdy z nas ma inne warunki i inną sytuację oraz że to, co widzimy, to tylko maleńki ułamek z życia danej osoby. I zarażać takim myśleniem innych (co właśnie czynię). Jednak mimo to…

Krytyka jest, była i będzie

Świadomość, że cokolwiek byśmy nie robili, krytyka jest nieunikniona, pozwala nam przestać szukać sposobów, jak się jej pozbyć i z nią walczyć. Musimy się pogodzić, że nie dogodzimy wszystkim, jak mówi znane powiedzenie. Musimy zrozumieć, że ważne jest, jak MY tę krytykę traktujemy. A kluczowe jest ją po prostu zaakceptować. Traktować jako normalny element życia i nie wkładać jej broni do ręki w postaci naszych negatywnych emocji. I robić swoje.

Wiem, czego chcę

Twoi rodzice, teściowie, rodzeństwo, znajomi i sąsiedzi nie muszą mieć takiego samego zdania jak Ty. Tak jak Ty nie zgadzasz się ze wszystkim, co robią oni. To proste stwierdzenie ma naprawdę dużą moc. Musimy starać się nie uzależniać swojego samopoczucia i działań od tego, co po myślą inni, bo jest to droga donikąd. Nigdy nie otrzymasz 100% poparcia. Jeśli Ty czujesz, że to właściwa ścieżka, to nią po prostu idź. Tym samym pamiętaj, aby dawać taką samą wolność innym. Ciesz się swoimi wyborami, a Twoja pewność siebie i radość być może udzieli się innym. Może będą bardziej otwarci na poznanie Twojego punktu widzenia, a mniej na walkę. Bojowe nastawienie i tryb „obrony” zachęca jedynie do kolejnych ataków. Pamiętaj, że Ty i tylko Ty odpowiadasz za to, jak wygląda Twoje życie. Do pewnego stopnia odpowiadasz też za to, jak będzie wyglądało życie Twojego dziecka. Jeśli więc uważasz, że np. świat idzie w tym kierunku, że znajomość języków będzie dla niego ogromną wartością i możesz mu ją sprezentować, to dlaczego miałbyś z tego rezygnować z powodu negatywnej opinii innej osoby (która możliwe nie poświęciła ani jednej chwili na zapoznanie się z tematem, na analizę plusów i minusów, na zastanowienie się, jak przygotować Twoje dziecko do dorosłego życia i która nie ponosi za to żadnej odpowiedzialności).

Czy wdawać się w dyskusje?

Jeśli chodzi o bliskie nam osoby, można spróbować odpowiadać na ich krytykę, która często bierze się z obaw i braku wiedzy. Pamiętajmy, że źródłem wszelkich konfliktów są osobiste przekonania, które czasem naprawdę ciężko zmienić. Aby nowe informacje w ogóle miały szansę do kogoś dotrzeć, konieczne jest wyłączenie trybu walki i chociaż minimalna otwartość na wymianę poglądów. Nasze argumenty wykrzyczane w gniewie na pewno do nikogo nie dotrą. Spróbujcie podejścia: „Rozumiem, że się martwicie, bo uważacie, że moje mówienie po angielsku do Waszych wnuków może mieć negatywne konsekwencje. Chciałabym, abyście zaufali mi, że wiem, co robię. Naprawdę nie jestem pierwszym takim rodzicem, niedługo sami przekonacie się, że wszystko jest OK”. Osobom otwartym na informacje można podesłać odpowiednie książki lub artykuły albo wyjaśnić w prostych słowach, jak to wszystko działa i o co w tym chodzi. Krótsza wersja to np. „Rozumiem, że się martwisz i jest to dla Ciebie coś niecodziennego, ale to moje dzieci i ja za nie odpowiadam i uważam, że postępuję właściwie. Dziękuję za troskę, ale naprawdę nie ma się czym martwić”. Na kolejne ataki można odpowiadać krótko: „Tak jak już tłumaczyłam, to nasza decyzja i proszę Was o pogodzenie się z nią”. Tudzież: „To jest Wasze zdanie, my mamy inne i będziemy dalej działać w taki sposób”. Metodą zdartej płyty. Tak samo jakbyście odmawiali zjedzenia kolejnej porcji pomidorowej. Babcia chce dobrze, ale Wy nie jesteście już głodni i koniec dyskusji. Apeluję jednak o empatię w stosunku do babci. Ona często naprawdę chce dobrze. (Tak jak Wy chcecie dobrze, gdy radzicie koleżance, że może już czas odstawić smoczek, przestać karmić piersią czy spać z dzieckiem. Chociaż nikt nie pytał Was o zdanie, prawda?) Zdaję sobie sprawę, że są ludzie, do których nie trafią żadne argumenty. I właśnie jedyne, co możecie zrobić, to popracować nad sobą, aby Was to nie ruszało. Aby nie wzbudzało to w Was emocji większych niż te, które czujecie podczas odmawiania dokładki pomidorówki. Tyle i aż tyle.

Co mówić obcym ludziom?

Nie musicie mówić nic, bo nikt nikomu nie musi się tłumaczyć ze swojego życia. Lecz gdy dochodzi do sytuacji, gdy ktoś nie wie, jak się zachować, bo jest to dla niego sytuacja nowa, dziwna i niezrozumiała, to ludzkim, normalnym odruchem jest pomóc mu w tej nowej sytuacji się odnaleźć. „Jesteśmy rodziną, która rozmawia i po polsku i po angielsku”. „Mój syn rozumie i mówi także po polsku, możecie rozmawiać po polsku”. „Moja córka jest dwujęzyczna, dlatego porozumiewamy się też w języku obcym”. „Wy też uczycie się angielskiego w przedszkolu/szkole? Super”. Czasami zastanówmy się, czy to nie my sami tworzymy bariery i z góry zakładamy, że spojrzenia kierowane w naszą stronę są spojrzeniami pełnymi krytyki. Może to tylko zwykła ludzka ciekawość? Zamiast denerwować się na czyjś brak wiedzy, możemy na spokojnie zaproponować podzielenie się informacjami. A jeśli nie ma takiej możliwości, to mnie zawsze pomaga szybkie włączenie trybu „próby zrozumienia drugiej strony”. Rozumiem, że inni nie mogą nie mieć na jakiś temat wiedzy, mogą wierzyć w powtarzane mity albo po prostu mogą mieć inne zdanie. Dlaczego miałoby wpływać to w jakikolwiek sposób na mnie i na moje samopoczucie? Nauczyłam się też ignorować osoby, które mówią coś tylko po to, aby sprawić komuś przykrość i wyładować własne frustracje. Gdy np. widzę w Internecie komentarze pełne jadu, mam dla takich osób już jedynie współczucie, że są pełne złych emocji i nie są szczęśliwe.

Bądź zmianą, którą pragniesz ujrzeć w świecie

Cytat, który znacie na pewno wszyscy. Jeśli chcecie więc doświadczać mniej krytyki ze strony innych, to sami przestańcie krytykować (na głos i w głowie) swoją teściową, szwagra czy sąsiadkę. Pokażcie innym, że można. Stawajcie w obronie osoby, którą Wasze otoczenie obmawia za plecami lub w twarz. Spokojnym głosem uświadamiajcie krytykującym, że sami krytyki nie lubią i cierpią, gdy ich działania spotykają się z brakiem zrozumienia. Nie piszcie szyderczych, hejterskich komentarzy w mediach społecznościowych. Jeśli sami nie lubicie kazań na temat właściwej ścieżki postępowania, to oszczędźcie ich innym. To, że Ty chcesz wykorzystać wczesne lata swojego dziecka na naukę języków to Twoja decyzja. Inni nie muszą podjąć takiej samej. Możesz oczywiście zachęcać czy dzielić się swoimi doświadczeniami. Ale przekonanie, iż każdy musi działać tak samo, nie jest fajne. Z perspektywy kogoś innego to Wy możecie zaprzepaszczać potencjał dziecka, bo za mało z nim pływacie, gracie na instrumentach lub uwrażliwiacie na sztukę. Takie porównania nie służą niczemu: inspirujmy się nawzajem, ale niech każdy robi to, co chce/czuje/uważa za ważne. Nikt nie ma monopolu na rację. A świat byłby nudny, gdybyśmy wszyscy byli tacy sami.

Masz kontrolę nad swoimi myślami

Po przeczytaniu wpisu znacie już moje podejście. Problem tkwi w nas samych, naszych emocjach i naszych decyzjach, aby skupiać się na uczuciach negatywnych. Często to my sami nadajemy słowom i wydarzeniom bardziej negatywny wydźwięk niż mają go w rzeczywistości. Mamy wybór i możemy świadomie wychodzić do innych ludzi z otwartością, uśmiechem i empatią. Nawet jeśli nie otrzymujemy tych rzeczy w zamian, jest to o wiele zdrowsze podejście dla nas samych i naszej psychiki. „Uważam, że to co robię jest słuszne. Inni mogą mieć swoje zdanie, ale to ja decyduję o swoim życiu”.

W sytuacjach kryzysowych możemy skupiać się na czarnych myślach, narzekaniu na zmiany, zamartwianiu na zapas. Możemy również pokierować naszymi myślami w innym kierunku. „Epidemia zmieniła życie wszystkich nas, nie tylko moje. Jest mi ciężko, ale skupianie się na negatywach w niczym mi nie pomoże. Najlepiej będzie, jak skupię się na dostosowaniu do nowego trybu i do odgórnych zaleceń, aby dodać swoją cegiełkę do jak najszybszego zakończenia tego stanu wyjątkowego”.

Pamiętajcie, że spokój rodzi spokój, a pozytywne myślenie poprawia samopoczucie. Tak samo jak szukanie jasnych stron różnych sytuacji oraz dobrych cech w innych ludziach.  Przejście przez ten trudny okres może nam ułatwić np. codzienne myślenie o tym, za co jesteśmy w naszym życiu wdzięczni. Przypomniał mi o tym wpis na blogu Gosi poświęcony wdzięczności, a ja przypominam Wam. Trzymajcie się.

Jeśli wpis Ci się podobał i chcesz wspierać to, co robię, kliknij tutaj:

5 thoughts on “Jak radzić sobie z krytyką i negatywnymi emocjami”

  1. Bardzo wartościowy wpis. Obecnie mieszkamy w Niemczech i z naszymi dziećmi, 2,5 oraz 5,5 lat, rozmawiamy w dwóch językach. Za kilka tygodni planujemy powrót do Polski. Planujemy, iż ja będę nadal rozmawiała z dziećmi wyłącznie po niemiecku, a mąż po polsku. Tutaj w Niemczech wielojęzyczność jest na porządku dziennym, co innego w Polsce. Już się ‚cieszę’ na zatroskane opinie rodziny i znajomych.

  2. Dziękuje za ten wpis. Bardzo chcę wprowadzić dwujęzyczność, ale idzie mi to baaaardzo opornie. Takie teksty budują odwagę i zachęcają! ❤️

    1. English Speaking Mum

      Super, i o to chodzi. Naprawdę uwierz, że najtrudniejsze jak ze wszystkim są pierwsze kroki, potem nabiera się wprawy i cżłowiek się przyzwyczaja:) Trzymam kciuki!

  3. Super przydatny tekst!
    Zastanawiam się tylko czy przy marnym podstawowym właściwie poziomie angielskiego to ma sens. Niestety obydwoje z mężem mamy poziom B1 i w sumie bardzo byśmy chcieli zacząć coś działać dwujęzyczne ale samo musimy się uczyć języka :/

    1. English Speaking Mum

      Fajne jest to, że nie trzeba zaczynać, skacząc do głębokiej wody. Nic nie stoi na przeszkodzie, abyście zaczęli czytając duuuużo książek po angielsku, przełączając się na bajki tylko po angielsku, w trakcie zabawy słuchać sobie w tle angielskiego. Szukać źródeł poprawnych zdań po angielsku i sobie zrobić 10 minut z angielskim w kąpieli. Do tego spokojnie wystarczy poziom b1. Poprzedniego dnia zrobić sobie ściągawkę: Popatrz, woda pluska. Jaka zimna. Ile piany. Zatapiam statek. Podpierać się polskim, jak nie wiesz jak coś powiedzieć – nic się nie stanie, a dziecko osłuchuje się z żywym językiem. Krok następy: jeśli Wam zależy to douczać się 15 minut dziennie wieczorem, nawet właśnie na takiej zasadzie codziennego przygotowania zdań. Nie ma opcji, abyście nie mówili coraz płynniej, nie łapali słownictwa i nie podnosili swojego poziomu:) 15 minut w kąpieli, 15 minut podczas robienia śniadania, 15 minut zabawy z misiem. To da OGROMNE efekty. Wiem, bo mamy to samo z niemieckim. Pozdrawiam i trzymam kciuki! Nie poddawajcie się!

Leave a Comment

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *