Blog

mama z córką bawiące się po angielsku

JAK BAWIĆ SIĘ Z DZIECKIEM PO ANGIELSKU?

Informacje o ogromnych korzyściach, jakie niesie ze sobą wczesna ekspozycja na języki obce (w jakimkolwiek wymiarze) W KOŃCU przebijają się przez mur zbudowany z obaw, mitów i stereotypów krążących wokół tego tematu i docierają do coraz większej grupy ludzi, co cieszy moje serce jak mało co!

Zmiana w społeczeństwie

W przestrzeni publicznej coraz częściej można zobaczyć reklamy zajęć językowych kierowanych już do najmłodszych. Coraz częściej na grupach książkowych pojawiają się prośby o polecenia pierwszych książeczek po angielsku i nie tylko. Rodzice polecają sobie nawzajem fajne bajki obcojęzyczne, które można puszczać zamiast tych po polsku, by łączyć przyjemne z pożytecznym. W Internecie (na blogach, Facebooku, Instagramie, Pintereście i gdzie tylko nie zajrzysz) coraz częściej można trafić na propozycje zabaw z maluchami i starszakami wprowadzającymi ich w świat języka angielskiego. Wszystko to według mnie znaczy, że idziemy w dobrą stronę: żegnania się z mitami o szkodliwości wprowadzania języków obcych u maluchów, zarzutami mieszania im w głowach oraz bycia nadambitnym rodzicem (czemu rodziców wysyłających starsze dzieci na kursy językowe lub korki nikt nadambitnymi nie nazywa?)

Każde działanie się liczy

Chciałabym, aby wszyscy rodzice uwierzyli w to, w co osobiście sama mocno wierzę: każde najmniejsze działanie, jakie podejmiesz w zakresie zapoznania swojego dziecka z językiem obcym, ma naprawdę duże znaczenie. Tak więc to, że Twoje dziecko chodzi na angielski w przedszkolu/uczestniczy w zajęciach dodatkowych/ogląda Peppę/słucha piosenek po angielsku jest super. Wspaniale, że umożliwiasz swojemu dziecku kontakt z językiem obcym. Czy zdajesz sobie jednak sprawę, że…

Masz największą moc nauczania swojego dziecka!

Właśnie Ty. Nikt inny. Nawet posłanie dzieci do anglojęzycznego przedszkola na 8 godzin nie da im tyle, co zaangażowana w półgodzinną zabawę mama – najważniejsza osoba w ich życiu na ten moment. Niezależnie od Twojego akcentu, płynności i poziomu znajomości języka. Nauka w atmosferze miłości i bezpieczeństwa w domowym zaciszu wraz z kochającą osobą spędzającą z Tobą czas w pełnym skupieniu – czy naprawdę chcemy to porównywać do zajęć w grupie innych dzieci z obcą osobą kilkadziesiąt minut 2 razy w tygodniu? Zresztą z jakimi wynikami w kontekście znajomości języka kończymy kilkuletnie nauczanie szkolne wiemy z autopsji, więc „nauczy się języka w szkole” możemy z góry włożyć do kategorii „obiecanki-cacanki”.

Dwujęzyczność zamierzona – o co chodzi?

Wszystkie te działania, o których pisałam powyżej są bardzo OK. Ale istnieje coś o wiele bardziej skutecznego (a do tego bezpłatnego). Dlaczego tak zachwyciłam się prawie 2 lata temu ideą dwujęzyczności zamierzonej? Uwielbiam w niej to, że nic nas nie kosztuje inie trzeba nic specjalnego robić;)

Mam alergię na wszelkie „szkolne” materiały do nauki i wszelkie „prace i projekty”. Jeśli chodzi o pomoce językowe, korzystamy jedynie z kart obrazkowych (na samym początku nauki, a później bardziej na zasadzie bitów inteligencji rozszerzających wiedzę o świecie). Natomiast idea przygotowywania po nocach króliczków z rolek po papierze toaletowym, aby potem 2 minuty zaśpiewać piosenkę o „jumping bunnies” do mnie totalnie nie przemawia. Ja jestem osobą bardzo konkretną: ma być bez tracenia czasu i efektywnie. OK, przyznaję: czasem wpędzona jakimś postem na Insta lub Pintereście w poczucie bycia złą mamą-co-nie-chce-jej-się-robić-projektów-z-dzieckiem, próbowałam sklecić jakiś projekcik, ale nigdy nie okazało się to warte zachodu ani dla mnie, ani mojego dziecka.

Może jesteśmy jacyś inni, ale u nas zabawy dyktuje w 90% mój syn i w 90% są to zabawy w udawanie (zaczęło się przed 2. urodzinami). Zabawy te nie wymagają żadnych rekwizytów, a jeśli już, to najlepsze są te, które po prostu znajdziemy pod ręką (a nie te co matka w pocie czoła craftowała przez 5 nocy z rzędu). W dwujęzyczności zamierzonej chodzi o to, aby żyć tak samo, jak żyliśmy wcześniej. Bawić się tak samo, jak bawiliśmy się wcześniej. Tyle, że w innym języku;) Nie ma tu mowy o jakimś ustrukturyzowanym nauczaniu, harmonogramie, przygotowaniu pomocy, chodzeniu na zajęcia w określonych godzinach itd. Przepis jest prosty: Po prostu mów w obcym języku. Kropka. Także (a może głównie?) w trakcie zabawy, kiedy jesteś ze swoim dzieckiem na 100%, spędzając fajnie czas w miłej atmosferze – toż to idealne warunki do nauki! Nauki, która niczego zabawie nie odbiera. Nadal jest fajnie, miło i rodzinnie, a przyswajanie języka dzieje się samo przy okazji. Nie potrzebujecie na to dodatkowego czasu, co świetnie podsumowała na swoim blogu mamtonakoncujezyka.pl Ela w artykule Obalam mity. Czy dwujęzyczność jest czasochłonna?.

Problemy ze słownictwem

Pisząc, że „nic nie trzeba specjalnego robić” miałam na myśli przygotowywanie pomocy, planów, kart pracy, wycinanek i wszystkich tych innych rzeczy, w których lubują się nauczyciele. Aby nie zniechęcić tych, których dopiero co zachęciłam 😀 – na początku jak najbardziej możecie i będziecie bazować na tym, co już wiecie. Nikt nie każe Wam w pierwszym dniu odpowiadać dziecku po angielsku na pytanie o części koparki gąsienicowej. Każdy powinien zaczynać od tego, co zna. Wprowadzać to, czego jest pewny. Jeśli złapiesz bakcyla i będziesz chcieć kontynuować Waszą przygodę z dwujęzycznością (mało kto tego bakcyla nie łapie, wierzcie mi), poczujesz potrzebę doszkalania się – głównie w zakresie brakującego słownictwa. Skąd to wiem? Bo sama przez to przeszłam. Najpierw z angielskim, a później z niemieckim. O tym, jak na samym początku naszej drogi szukałam słownictwa dotyczącego układania puzzli i zabawy w śmieciarkę oraz straż pożarną, napisałam na moim FB i Instagramie. Wiedząc, że naukę najlepiej łączyć z aktualnymi zainteresowaniami dziecka, chciałam kuć żelazo póki gorące. I to samo radzę Wam. Jeśli Wasze dziecko obecnie interesuje się motylami, to właśnie od nich zacznijcie przygodę z angielskim. Nie ma ustawy, która nakazuje zaczynanie od kolorów i owoców 😀 (chociaż czasem mam wrażenie, że takowa potajemnie jednak istnieje). Kwadrans każdego wieczoru wystarczy, abyście wyszukali sobie potrzebne słówka i zwroty do przeprowadzenia zabawy kolejnego dnia. Bawiąc się z dzieckiem regularnie, naprawdę szybko przyswoicie nowe słownictwo i z każdym dniem mówienie w obcym języku będzie dla Was o wiele łatwiejsze – gwarantuję!

Nie było, więc stworzyłam

Dużo bym dała, aby na początku swojej drogi dostać w ręce zbiór z gotowcami, co zaoszczędziłoby mi naprawdę wielu godzin spędzonych na poszukiwaniach odpowiednich zwrotów. Jestem przekonana, że poszłoby nam jeszcze sprawniej, bo pamiętam sporo dni zastoju, gdy po prostu nie miałam czasu, aby opracować nowe kategorie tematyczne, a nie chciałam „rzeźbić”, gdy naprawdę nie byłam pewna poprawnych sformułowań. Nie było takiego zbioru, dlatego go stworzyłam. Jak pamiętacie, w lutym tego roku pojawiła się pierwsza część serii moich e-booków English for Mummies and Daddies czyli Outside. Jakiś czas później dołączyło do niej opasłe tomisko At home. A niedawno udało mi się w końcu zebrać zwroty z zakresu różnorakich zabaw w części Playing. Jak przeprowadzić po angielsku zabawę w chowanego, a jak w berka? Jak powiedzieć, że ktoś wcisnął flamaster? Długopis się wypisał? Ulepić coś z modeliny? Zrobić wydzierankę? Jakie sformułowania przydadzą się podczas gry w planszówkę, w piłkę lub Memory czy domino? Plus spędzanie czasu na zewnątrz, jazda na rowerze, czytanie książek, a także zabawa z rodzeństwem (i rozwiązywanie nieuchronnych konfliktów), dbanie o zabawki i wiele, wiele innych. Uff. Jest tego naprawdę sporo. Kluczowe jest to, że moje książki zostały redagowane przez korektora będącego native speakerem języka angielskiego. To ważne, jeśli chcecie mieć pewność, że to, czego uczycie swoje dzieci, jest na pewno poprawne. Sama przyznaję, że popełniałam nieraz błędy, będąc przekonana, że mówię poprawnie. Czy coś się stało? Oczywiście nic. Ale gdybym miała wybór wolałabym ich nie popełniać;) Macie też do dyspozycji nagrania dźwiękowe zdań, aby zagwarantować poprawną wymowę oraz umożliwić naukę w każdym miejscu np. w wannie czy na spacerze. Rodziców zainteresowanych takimi gotowymi pomocami zapraszam tutaj, gdzie znajdziecie przykładowe strony, spisy streści oraz bardziej szczegółowe opisy.

Wszystkich czytających zachęcam jeszcze raz gorąco do spróbowania projektu pt. „dwujęzyczność zamierzona” w swoich domach. Nic nie tracicie, próbując. Możecie tylko zyskać i to naprawdę dużo. Jeśli macie jakiekolwiek obawy, zerknijcie do wpisu Dwujęzyczność zamierzona dla opornych”, w którym rozprawiam się z większością z nich. A osoby już praktykujące zapraszam do podzielenia się w komentarzach, jak Wy zaczęliście Waszą przygodę z językami w domu – inspiracji nigdy nie za wiele!

English Speaking Mum
Wielbicielka i popularyzatorka idei dwujęzyczności zamierzonej w Polsce. Jeśli podobają Ci się tworzone przeze mnie treści, zapraszam Cię do obserwowania mojego konta na Facebooku oraz Instagramie oraz zapisu na newsletter poniżej. Udostępnianie przez Was moich wpisów umożliwi mi dotarcie do większego grona odbiorców i promowanie dwujęzyczności w naszym społeczeństwie.

2 komentarze

Zostaw komentarz