Blog

Czy native speaker ma zawsze rację?


Od początku swojej działalności mam jedną zasadę, której się trzymam: wszystkie moje materiały są konsultowane z tłumaczami będącymi rodzimymi użytkownikami języka angielskiego (lub niemieckiego i hiszpańskiego). Dlaczego? Mimo dobrej znajomości języka, uważam, że jest to konieczne, aby zdania na pewno brzmiały naturalnie, a nie były jedynie „wesołą twórczością” lingwisty czy filologa.

Mimo wysokich kosztów uważam, że to była najlepsza decyzja, jaką mogłam podjąć. Od półtora roku dzięki współpracy z native speakerami wciąż uczę się czegoś nowego i podważam wszystko, co do tej pory wiedziałam;)

Dlaczego warto słuchać native speakerów?

Oni wiedzą co obecnie brzmi OK, a co nie. Które słowa są przestarzałe i które zwroty wypierają wyrażenia znane nam z podręczników szkolnych. Prawda jest taka, że podręczniki nie mają szans nadążyć za zmianami w języku. Skupiają się też na bardziej formalnych wyrażeniach i języku pisanym, a nie potocznym i mówionym. W przypadku zwrotów, które jako Polacy „rzeźbimy”, po prostu stwierdzą wprost, że „ tak się nie mówi”, mimo że nam dana konstrukcja wydaje się OK. Znają nacechowanie emocjonalne słów, o którym czasem nie wspominają słowniki. Czy jednak można przyjąć, że to, co mówi każdy native speaker jest na 100% poprawne?

Czy coś takiego jak poprawność językowa w ogóle istnieje?


Za każdym razem walczę z całych sił o to, aby moje materiały były poprawne. Aby zapewnić moim klientom czyli wszystkim dzielnym rodzicom decydującym się dwujęzyczne wychowanie najwyższą jakość. Aby zdobyć pewność co do poprawności swoich wypowiedzi dla siebie samej i swojej rodziny. Dla idei. Bo nie umiem inaczej. Chcę, aby było poprawnie. Czy jednak poprawność w 100% jest możliwa? Ostatnio zaczynam skłaniać się ku opinii, że może jednak nie… Czytajcie dalej, jeśli chcecie poznać moje przemyślenia.

Brak tłumaczenia jeden do jednego


Czasem problemem jest to, że w danym języku nie ma jednej uniwersalnej nazwy na coś. Przykładem tego typu słowa może być słowo „pączek” po niemiecku, który ma aż trzy warianty w zależności od regionu. Nie ma więc prostej odpowiedzi na to „jak nazwać pączka po niemiecku”. Gdy zapytałam Anglików, jak mówią na bułkę, omal nie rozpętałam wojny angielsko-angielskiej. Podobnie w hiszpańskim mówiąc o kanapce, trzeba wiedzieć, jak ona wygląda. Nie ma dokładnych odpowiedników rzeczy związanych z daną kulturą: parówki, serek homogenizowany czy ogórkowa. Każde tłumaczenie może być podważone. Z innych przykładów: Niemcy nie potrafili się zgodzić, czy „przebijać na drugą stronę” to durchdrucken, durchdrücken czy durchschlagen.


Poprawność czy naturalność czyli cymbałki kontra dzwonki


Gdyby brytyjska mama pisała ebooki „Polski dla mamusiów i tatusiów”, pokazała 10 Polakom powyższe zdjęcie to prawdopodobnie w 9 przypadkach na 10 usłyszałaby, że są to cymbałki. Nie jest to jednak poprawna nazwa, chociaż jest najbardziej rozpowszechniona. Co zatem powinna wpisać do swoich ebooków? Jeśli wpisze nazwę „dzwonki, wielu polskich native speakerów mogłoby jej wytknąć że „tak się nie mówi i mieliby rację. Z takimi dylematami niestety też musiałam się mierzyć.

W języku angielskim jest np. problem z kostkami do gry. W teorii jedna kostka to „die”, a kilka to „dice”. Forma „dice” na jedna kostkę jest jednak powszechna i została już przez niektóre słowniki zaakceptowana. Puryści dalej ją odrzucają. Ludzie w większości wypadków nie używają słowa „die”, mimo że jest technicznie „najpoprawniejsze” . Która formę powinnam zatem dać do ebooków i kursu? Niekiedy wbrew temu co radzili mi moi korektorzy wpisywałam nazwę poprawna technicznie, bo wolę propagować wiedzę niż powielać błędy, nawet jeśli brzmią one „naturalniej” dla większości osób. Jaką decyzję podjęlibyście Wy?

Różne wersje kontra słowniki


Chociaż słowniki mówią, że „pram” to wózek niemowlęcy, na który my mówimy „gondola”, nie przeszkadza to niektórym angielskim mamom mówić tak na wszystkie wózki w tym spacerowe (słownikowo pushchair/buggy lub stroller po amerykańsku). Czy zatem ich wypowiedzi są poprawne i należy je przyjąć czy powinniśmy je poprawiać? Gdy z kolei chciałam raz na zawsze dojść czy można mówić na bombki „Christmas balls” (bo czasem na taka nazwę można natrafić w internetowych sklepach) spytałam o to znajomej Amerykanki. Jej odpowiedź była jednoznaczna: nie, tylko „baubles”. Jednak po kilku godzinach napisała do mnie ponownie: właśnie przyszła do niej jej mama (także rodowita Amerykanka) i z progu pyta ją o „Christmas balls”. Czyli jednak istnieją Amerykanie dla których takie sformułowanie jest naturalne. Czy po tej historii nadal myślicie, że możecie mówić, że coś na pewno w angielskim jest poprawne, a coś nie?


Każdy mówi inaczej i nie ma monopolu na poprawność 


Mało co mnie w życiu tak drażni jak formułowanie opinii w formie „jest tak i tak” — ze stuprocentową pewnością i wiarą w swą nieomylność. Dla mnie oczywistym jest, że im więcej wiesz, tym bardziej ostrożnie podchodzisz do formułowania stanowczych opinii. Zdajesz sobie wtedy sprawę, że w większości sytuacji nie ma jednej poprawnej i odgórnie przyjętej wersji. Tym bardziej jeśli chodzi o język! Nie ma znaczenia, czy mieszkasz w Londynie już od 10 lat, masz męża Anglika czy nawet jesteś rodowitą Amerykanką. Ty mówisz tak i uznajesz za poprawne to i to, natomiast Twoja sąsiadka już niekoniecznie podzieli Twoje zdanie. Dając do korekty teksty moich ebooków dwóm Angielkom, dostałam dwie zupełnie inne wersje. To, co jedna osoba określa jako obowiązujące, druga przekreśla i pisze „ja bym tak nie powiedziała”. Wydaje się to dziwne, ale tylko do czasu. Wystarczy przyjrzeć się językowi polskiemu by zrozumieć, że dokładnie tak samo działa to u nas, tylko mniej się nad tym zastanawiamy. Jedna osoba powie „nie wspinaj się na drzewo”, druga „nie wspinaj się po drzewie”. Nigdy w życiu nie uwierzyłabym, że ktoś mówi po polsku „smarczeć”, gdybym na własne uszy nie usłyszała tej formy „smarkać nosa” od kilku osób, gdy przeprowadziłam się do Warszawy. W Warszawie ludzie mówią, że są „na dworzu” co dla mnie też jest formą, która z miejsca bym skreśliła, gdyby nasza mama Angielka pisząca polskie ebooki mnie o nią zapytała. Dla mnie poprawną wersją jest „na dworze”. Native speakerzy też najzwyczajniej w świecie popełniają błędy i mówią niepoprawnie — nie zapominajmy o tym:)

Jak zatem działam?

W przypadku zwrotów problematycznych dopytuję kolejnych osób z różnych regionów Anglii. Po długich dyskusjach i rozmyślaniach wybieramy wersję, która wydaje się najpoprawniejsza (co nie wyklucza poprawności innych). A i tak zdarzają się (na szczęście b. rzadko) komentarze od Polaków stwierdzające z całą pewnością że „to powinno być tak” (i tu poprawna według nich wersja) lub stwierdzenia „to dziwnie dla mnie brzmi. I żeby nie było — dyskusje są mile widziane, ja też chcę dojść do prawdy i w razie potrzeby nie mam problemu z aktualizowaniem swoich materiałów — chodzi mi jedynie o definitywne stwierdzenia co do poprawności bądź jej braku. A to niestety nie jest takie proste — to że tak twierdzi Twoja nauczycielka angielskiego lub nawet wujek Anglik to jeszcze nie wyrocznia. Szukając odpowiedzi na nurtujące mnie pytania, często trafiam na fora, na których native speakerzy z tego samego państwa nie potrafią dojść do porozumienia i stwierdzić, która wersja jest poprawna. Tak wygląda prawdziwe życie i prawdziwy język.

Nie poddaję się w moich dążeniach do „poprawności”, ale podchodzę do niej już z o wiele większym dystansem. Jeśli z kolei ten wpis skłonił Was do rozmyślań lub macie ochotę na ten temat podyskutować, odezwijcie się koniecznie w komentarzach.



English Speaking Mum
Wielbicielka i popularyzatorka idei dwujęzyczności zamierzonej w Polsce. Jeśli podobają Ci się tworzone przeze mnie treści, zapraszam Cię do obserwowania mojego konta na Facebooku oraz Instagramie oraz zapisu na newsletter poniżej. Udostępnianie przez Was moich wpisów umożliwi mi dotarcie do większego grona odbiorców i promowanie dwujęzyczności w naszym społeczeństwie.

Zostaw komentarz