Czy możliwe jest wychowanie dziecka, które od najmłodszych lat mówi po angielsku z łatwością – nawet jeśli mieszkacie w Polsce? Zdecydowanie tak! I wcale nie musisz być nauczycielem. W tej serii wywiadów oddaję głos rodzicom, którzy postanowili wprowadzić język angielski do codzienności swoich dzieci. Ich historie są różne, ale łączy je jedno: odwaga, by mówić po angielsku w swoim domu.
Poznaj ich wskazówki, trudności i sukcesy, które budują językowy fundament na lata. Przed Tobą druga część tej inspirującej serii!
Pierwszy wpis z z serii przeczytacie tutaj >>
Moją dzisiejszą rozmówczynią jest moja obserwatorka Maria.
Jaka jest Twoja relacja z angielskim? Jak było w przeszłości, a jak jest teraz? Czy używasz obecnie języka np. w pracy?
Angielskiego uczyłam się w szkole. Znajomość języka otwierała mi możliwości komunikacyjne z obcokrajowcami i informacyjne – za czasów mojej szkoły Internet nie tłumaczył się sam w dwa kliknięcia. Zawsze brakowało mi zapału do szlifowania wyrafinowanych słówek, wyrażeń. Na co dzień dobra znajomość gramatyki i przeciętne słownictwo wystarczało.
Jaka jest Wasza droga z angielskim w domu, z dziećmi? Jak to się zaczęło? Czy napotkaliście jakieś kłopoty?
Zaczęłam mówić do syna niedługo po porodzie. Najpierw tylko jak byliśmy sami – wstydziłam się, potrzebowałam rozgadać i poszerzyć słownictwo o to „dzieciowe”, później stopniowo przy mężu, znajomych i rodzinie. Z perspektywy cieszę się, że zaczęłam tak szybko, bo wiele błędów poprawiłam jeszcze zanim syn zaczął słuchać i powtarzać. Odwagi dodała mi inna mama stosująca dwujęzyczność zamierzoną, która bez krępacji mówiła do córki zawsze, wszędzie i przy wszystkich. Wtedy zaczęłam robić to samo. Szykowałam się psychicznie na dziwne spojrzenia, komentarze, ale one nigdy nie nastąpiły. Czasem ludzie pytają o DZ, ale zawsze z zaciekawieniem.
Czy moje produkty jakoś Wam pomogły w Waszej przygodzie?
Obecnie mamy dwa produkty – ebook Spring and Plants i karty obrazkowe. E-booka kupiłam, bo mamy działkę i czułam, że szybciej przyswoję tematyczne słownictwo, jeśli będzie ładnie zebrane i podane, niż gdybym miała przy każdej pracy w ogródku siedzieć z telefonem i sprawdzać słówka. Podobają mi się przykładowe zdania i gotowe wyrażenia, które ułatwiają wprowadzenie nowych wyrażeń w życie. Karty obrazkowe kupiłam chyba bardziej dla siebie niż dla dziecka. Widzę w nich duży potencjał, ale mój syn jest jeszcze mały i czuję, że przydadzą się dopiero niedługo.
Jakie są Wasze efekty na dzień dzisiejszy?
Syn pierwsze słowa mówił po angielsku. W rozwoju mowy angielski najpierw przeważał, ale z czasem ustępował polskiemu. Chodzi do żłobka, jego otoczenie jest polskie i chociaż ja mówię tylko po angielsku to widzę, że jednak język służy komunikacji i to polski jest dla niego priorytetowy. Ufam jednak temu, co robię. Rozumie 100%, zna wiele słów w dwóch językach i czasem rozgranicza – do mnie użyje angielskiego, a do kogoś innego – polskiego. Cała dwujęzyczność dała też wiele mi – rozwijam słownictwo, szlifuję wyrażenia, pracuję nad wymową.
Co chciałabyś powiedzieć innym rodzicom, którzy może zastanawiają się nad mówieniem do dzieci po angielsku lub potrzebują motywacji?
Dzieci to gąbki – chłoną wszystko co się im poda. Dzieci fanów motoryzacji lubią samochody, a miłośników natury, kochają lasy. To nie znaczy, że ci pierwsi mówią tylko o autach, a drudzy mieszkają w lesie. To znaczy, że pokazują dziecku coś, co uważają za dobre, co sprawia mi radość. Możemy dać dzieciom (i sobie też!) wielki prezent, jeśli nauczymy ich języka, nawet jeśli uda się tylko trochę.
Chcesz opowiedzieć Waszą historię? Zgłoś się!
